wtorek, 30 grudnia 2014

URODA | ZOYA NAILPOLISH :: CAITLIN.

Na początku listopada podzieliłam się z Wami recenzją lakieru do paznokci marki Zoya (KLIK). Uprzedzałam Was wtedy, że mam ochotę na kolejny :P I stało się! Tym razem zdecydowałam się na odcień bardziej "zimowy". Raczej nie kupuję lakierów w bardzo specyficznych kolorach. Wybieram takie, które będą pasowały do mojej osobowości, do stylu ubioru. Kolor szary uwielbiam i to wiadomo nie od dzisiaj. Gdy zobaczyłam w sklepie ten odcień - szary wpadający w bladoniebieski - wpadałam po uszy. 

Kolor nazywa się CAITLIN. Szary czy niebieski? A może idealna kombinacja obydwóch? Fakt pozostaje faktem - kolor idealny na zimę. Uprzedzając pytania napiszę, że mimo chłodnego odcienia moje dłonie nie wyglądają jak dłonie umarlaka :)

Lakiery do paznokci Zoya NIE ZAWIERAJĄ formaldehydu, toluenu, ftalanu dibutylu (DBP) i kamfory. Oznacza to, że są one bezpieczne w używaniu, polecane do stosowania również dla kobiet w ciąży czy alergików. To, dlaczego za każdym razem podaję tę informację, wyjaśniałam już TUTAJ.

Lakier rozprowadza się bardzo dobrze. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć, jak prezentują się dwie warstwy. Muszę dodać, że lakier schnie bardzo szybko, niemalże w mgnieniu oka. Pędzelek określiłabym jako tradycyjny. Pozwala na precyzyjną aplikację produktu.

Lakier prezentuje się bardzo ładnie, jest trwały. Ja jestem z niego bardzo zadowolona. Jest niedrogi, za cenę $10 otrzymujemy aż 15 ml. Na sesję i publikację na blogu czekają już dwa kolejne kolory! :) Nie chce nic mówić, ale wygląda na to, że jesteście świadkami narodzin :) Rodzi się moja miłość do produktów Zoya :)

Używałyście kiedyś lakierów Zoya? Jakie są Wasze wrażenia? Jakie lakiery do paznokci polecacie? Jakie kolory są Waszymi zdecydowanymi ulubieńcami zimą? Dajcie znać koniecznie!

wtorek, 9 grudnia 2014

URODA | ESTEE LAUDER Pure Color Envy Sculpting Lipstick 120 DESIRABLE.

O szminkach Estee Lauder Pure Color Envy czytałam wiele. Wiele dobrego. Również reklamy w gazetach działały bardzo pozytywnie na moją wyobraźnię. Intensywny, nasycony kolor. Usta wymodelowane wielowymiarowym pigmentem. Ciągłe nawilżenie. Brzmi jak szminka - marzenie. Szminka wzbogacona jest kompleksem nawilżającym zawierającym kwas hialuronowy. Wspomaga on naturalną zdolność ust do utrzymywania stałego poziomu nawilżenia. Usta gładkie, miękkie i nawilżone przez cały dzień. Serio? Kolor utrzymujący się do 6 godzin? Wielowymiarowy pigment nadający wargom kształt, objętość i kontur? Usta pełniejsze i kuszące zmysłowością?

Dobra, uległam! Postanowiłam sprawdzić, czy produkt ten jest rzeczywiście taki rewelacyjny. Zacznijmy od opakowania. Kartonik skrywa niezwykle luksusowo wyglądającą szminkę! Metalowe opakowanie, w charakterystycznych dla Estee Lauder kolorach - granat i złoto. Cudo! Muszę przyznać, że tutaj marka bardzo się postarała. Szminka wygląda przepięknie!

Do wyboru mamy aż 18 odcieni. Ja zdecydowałam się na 120 DESIRABLE. Szminka wydaje się być idealnym połączeniem nude i delikatnego różu. Jest bardzo zbliżona do mojego naturalnego koloru ust. Zależało mi na kolorze bardzo neutralnym, który będzie zarówno idealnie pasował do delikatnego makijażu oczu, jak i do tego bardziej wyrazistego.

Niezwykle eleganckie opakowanie. Zachwyca pod każdym względem. Dobrze leży w dłoni, mimo że jest cięższe niż opakowania szminek, których dotychczas używałam. Spowodowane jest to tym, że zamykane jest ono na magnes. Bardzo podoba mi się takie rozwiązanie! :D 

Uwielbiam ten kolor! Wygląda pięknie. Poniżej możecie zobaczyć, jak prezentuje się na ustach. Zdjęcia zostały zrobione tuż po aplikacji szminki. Jak widać, usta nie są nadzwyczajnie nawilżone. Niemniej jednak są miękkie, miłe w dotyku. Sama aplikacja jest bardzo przyjemna. Szminka jest bardzo kremowa, niemalże sunie po ustach jak masełko. Musze przyznać, że jej pigmentacja robi wrażenie. Wystarczy jedno pociągnięcie, by usta były pokryte pięknym kolorem. Jej zapach jest również bardzo przyjemny dla nosa. Co do trwałości to mam pewne zastrzeżenia. Nie wytrwała u mnie nawet 4 godzin. W sumie nie oczekiwałam tego. Muszę przyznać, że początki naszej znajomości nie były łatwe. Szminka bardzo brzydko zbierała mi się na łączeniu warg. Nie wiedziałam, co jest tego powodem. Aż któregoś razu postanowiłam, że przed nałożeniem jej zrobię peeling ust. Nie widziałam takiej potrzeby, ponieważ moje usta zawsze były w dobrej kondycji - nawilżone, nie miałam żadnych suchych skórek. Jednak coś mnie podkusiło i spróbowałam. Co się okazało? Problem zniknął! Od tej pory peeling ust robię regularnie i szminkę nakładam codziennie! Nie rozstaję się z nią, a to chyba mówi samo za siebie. UWIELBIAM! :D


Testowałyście już te szminki? Jakie są Wasze wrażenia? A może znacie inne szminki godne polecenia? Jakie są Wasze ulubione? Czym sugerujecie się przy wyborze szminki? Czy uważacie, że szminka powinna pasować do koloru różu na policzkach lub do koloru lakieru do paznokci? Dajcie znać koniecznie w komentarzach! :D

wtorek, 2 grudnia 2014

LISTOPAD W PIGUŁCE.

Podsumowanie listopada może oznaczać tylko jedno... Mamy już GRUDZIEŃ!!! Nie mogę w to uwierzyć! Jak to się stało?!?! Nie zrozumcie mnie źle, grudzień jest jednym z moich ulubionych miesięcy, jednak myśl, że rok 2014 dobiega końca jest nieco przygnębiająca... Niemniej jednak już nie mogę się doczekać 19 grudnia... Wtedy właśnie rozpoczynam urlop i lecimy do Bostonu! 
Wracając jednak do tematu tego wpisu... Listopad rozpoczęliśmy pojawieniem się na blogu posta o włosach. A konkretnie? Podzieliłam się z Wami moją opinią na temat turmalinowej lokówki do włosów. Jeżeli jeszcze nie czytaliście, zapraszam TUTAJ. Był to dla mnie również czas niemalże ciągłego chorowania. Jak już jakieś choróbsko mi się przyplątało to ciężko było się go pozbyć. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Leżąc w łóżku miałam dużo czasu, by nadrabiać zaległości i udało mi się przeczytać książkę, która już dawno czekała na swoją kolej. Mowa o książce "Dom na plaży" autorstwa Sarah Jio. Książkę pochłonęłam jednym tchem, a pełną recenzję znajdziecie TUTAJ. Przyznam się Wam, że nie mam jakoś szczególnie zachcianek na nowe lakiery do paznokci, jednak ta jesienna pogoda jakoś mnie tak nastroiła i postanowiłam zakupić coś nowego. Padło na lakier ZOYA w pięknym fioletowo, śliwkowym kolorze. Więcej zdjęć oraz recenzję znajdziecie TUTAJ.

O tak... Cóż to byłoby za podsumowanie miesiąca, gdyby nie pojawił się w nim Milo :D W tym miesiącu ogromnie upodobał sobie wylegiwanie się w kartonach, obgryzanie ich. Wiem, że koty tak robią i byłam na to przygotowana, jednak Milo jakoś niespecjalnie się do tego garnął :D Niemniej jednak w listopadzie nastąpił przełom :P Mniej więcej w połowie miesiąca podzieliłam się z Wami moją podchoinkową Listą Życzeń. Pierwszy raz coś takiego stworzyłam i mam nadzieję, że ułatwi to moim bliskim zakup prezentów :D Uwaga, uwaga! Decyzja została podjęta! Umówiłam się do fryzjera. Plany były wielkie, a jak wyszło zobaczycie dalej :D

Ja rozpoczynam kolekcjonowanie prezentów gwiazdowych nieco wcześniej, ponieważ muszę je wysłać do Polski. Poza tym nie lubię zostawiać tego na ostatnią chwilę. Prezent dla każdej bliskiej mi osoby jest zawsze przemyślany, bo przecież chodzi o to, by było to rzeczywiście coś wyjątkowego. Tak się złożyło, że w listopadzie Sephora oferowała swoim Stałym Klientom zniżkę -20%. Nie ukrywam, że bardzo zadowolił mnie ten fakt :) Dzięki temu udało mi się zgromadzić część prezentów w całkiem okazyjnych cenach :D To, że uwielbiam spać to chyba nie jest tajemnica. Największą karą dla mnie jest wstawanie codziennie o 6:20 rano... Biorąc poranny prysznic zawsze przyrzekam sobie, że jak tylko wrócę z pracy to się zdrzemnę :D W zasadzie wstaję tylko po to, żeby później wrócić i spać dalej :P Też tak macie? Niedawno moją uwagę zwróciły produkty Evolution Fresh. Są to głównie soki, podobno bardzo naturalne. Nie są jednak tanie. Były ostatnio w promocji, więc skusiłam się na wodę ananasowo-kokosową. Muszę przyznać, że była całkiem dobra, ale nie sądzę, bym kupiła ją ponownie. Nie za tę cenę. Jednak mimo wszystko było mi bardzo miło, gdy po opublikowaniu tego zdjęcia na Instagramie odezwała się do mnie firma Evolution Fresh, by zapytać jak mi smakowało :) :) :) Taka mała rzecz, a cieszy :P Ostatnimi czasy zajadam się również taką kombinacją sałatkową. W sumie to naszła mnie właśnie na nią ochota... 

Pod koniec miesiąca przyszła pora na umówioną wizytę fryzjerską. Plany, tak jak wspominałam, były wielkie, a wyszło jak wyszło. Miało być jaśniej, więcej blondu. Niemniej jednak koncepcja została zachowana, czyli mam wymarzone ombre. Skróciłam włosy dość sporo, na pewno ponad 10 cm.  Nie wiem dokładnie, nie patrzyłam :P Byłam już zmęczona długimi włosami i wieczną pogonią za objętością. Muszę przyznać, że teraz jestem bardzo zadowolona! :D Włosy są pełne życia, lekkie, prostsze w stylizacji. Bomba! :D Koniec miesiąca oznaczał dla nas również długi weekend (aż 4 dni!). Ostatni czwartek listopada to zawsze Święto Dziękczynienia (Thanksgiving), zaraz po nim piątek tzw. Black Friday, oba wolne od pracy. Jesień i zima to moje ulubione pory roku w pracy, ponieważ mamy wtedy najwięcej wolnego, a jak wiecie (albo i nie wiecie jeszcze) w USA nie ma zbyt wielu dni wolnych od pracy! Pogoda dopisywała, więc postanowiliśmy udać się do parku. Uwielbiam Piedmont Park! Nowy Jork ma Central Park, a Atlanta ma Piedmont :P 

Na koniec zdjęcie cukierków, które wypatrzyłam w sklepie Whole Foods Market. Organiczne, naturalne twarde cukierki (coś jak landrynki). Pyszne i ... w pewnym sensie zdrowe :) Ja wybrałam o smaku granatu i nektarynki. Jak będziecie mieli okazję to koniecznie je sprawdźcie! :D 

Życzę Wam miłego tygodnia!
Buziaki :* :* :*
M.

Tak wyglądał mój listopad. W wielkim skrócie oczywiście. A jak Wam minął ostatni miesiąc? Wydarzyło się coś ciekawego? Dajcie znać w komentarzach!

wtorek, 11 listopada 2014

DEAR SANTA... | MY CHRISTMAS WISHLIST :: 2014.

Święta Bożego Narodzenia zbliżają się wielkimi krokami! Dla bardzo wielu ludzi jest to niewątpliwie czas bardzo radosny, czas spotkań z rodziną, pachnącej choinki, mnóstwa dobrego jedzenia, ale także czas prezentów. W naszej rodzinie tradycją jest obdarowywanie najbliższych. Uwielbiam też czas. Uwielbiam obdarowywać ludzi. Zdarza mi się dawać ludziom prezenty bez okazji, po to tylko, żeby zobaczyć uśmiech na ich twarzy :D 
Poniżej prezentuję Wam moją listę życzeń. Sporządziłam ją, by unaocznić to, co faktycznie sprawiłoby mi radość. Oczywiście będę się cieszyć ze wszystkiego (taka już jestem), jednak są pewne rzeczy, o których po cichu myślę. Wychodzę z założenia, że lepiej obdarować drugą osobę prezentem, który naprawdę chciałaby dostać. Czasem są to rzeczy bardzo potrzebne, praktyczne, a czasem (jak w moim przypadku) fanaberie. Coś o czym się po cichu marzy. Są to rzeczy, które tak czy inaczej pewnie znalazłyby się w moim posiadaniu w przyszłym roku. 
Mam nadzieję, że moja lista życzeń przyda się również Wam. W najbliższym czasie na pewno będziecie szukać prezentów dla bliskich Wam osób. Dla mamy, siostry, żony, narzeczonej czy dziewczyny. Potraktujcie moje propozycje jako inspirację. Może osoba, którą pragniecie obdarować marzy o nowym flakoniku perfum, a może o cieniach do powiek. Karty podarunkowe są zawsze trafionym prezentem, pod warunkiem, że wiecie do jakiego sklepu. Jeżeli chcecie, mogę przygotować osobny post z propozycjami prezentów dla Niej, dla Niego, dla Dziecka (a może lepiej nagrać filmiki z takiej serii?). 


1. Róż do policzków w kremie CHANEL - kolor 63 RÉVÉLATION.
Potrzebuję nowy róż do policzków i zdecydowałam się na ten. Nie mam absolutnie żadnego doświadczenia z różami w kremie, ale podobno ten jest bardzo łatwy w obsłudze.

2. Eyeliner w kredce CHANEL - kolor 88 NOIR INTENSE.

3. Eyeliner w kredce CHANEL - kolor 909 BLEU MÉTALLIQUE.

4. Kredka do oczu CHANEL - kolor 69 CLAIR.

5. Cienie do powiek CHANEL w odcieniu 228 TISSÉ CAMBON.
Przy okazji recenzji cieni Chanel w kolorze Tisse Vendome zapowiadałam Wam, że na jednej paletce zapewne się nie skończy. Wspominałam Wam wówczas, że Tisse Cambon chodzi mi po głowie.

6. Woda toaletowa CHRISTIAN DIOR - MISS DIOR BLOOMING BOUQUET.
Kończą mi się perfumy, a te pachną tak pięknie!

7. Kosmetyki do pielęgnacji marki PAT&RUB BY KINGA RUSIN.
Wiele pozytywnych opinii czytałam i słyszałam na temat tych produktów, lecz jeszcze nigdy nie miałam okazji ich wypróbować. Może Św. Mikołaj podrzuci mi co nieco do przetestowania?

8. Kosmetyki do pielęgnacji marki ORGANIQUE.
Tę firmę znam i lubię. I mam nadzieję polubić jeszcze bardziej :D

9. Aparat fotograficzny CANON EOS Rebel T5i. 
Nie jest to wprawdzie coś, co oczekuję znaleźć pod choinką, jednak już od jakiegoś czasu zbieram pieniądze na tę kamerę i mam nadzieję, że przed Nowym Rokiem wyrobię się z jej zakupem. Chociaż kobieta zmienną jest, więc może jeszcze zmienię zdanie :P

10. Karta podarunkowa IKEA.
Karty podarunkowe zawsze się przydają. Zwłaszcza w naszym przypadku, kiedy ciągle się urządzamy. I końca nie widać...

11. Torebka MICHAEL KORS Jet Set Travel Medium Saffiano Leather Tote.
Ta torebka znajduje się na mojej liście, jednak mam ją już w domu. Mój kochany Mąż postanowił sprawić mi ten prezent wcześniej :* :* :*

12. Portfel MICHAEL KORS Jet Set Travel Zip-Around Saffiano Leather Continental Wallet - dark dune.
Zakup nowego portfela od dawna chodzi po mojej głowie. A ten jest po prostu idealny - duży, poręczny, dobrze wykonany.

13. Puder rozświetlający CHANEL DENTELLE PRÉCIEUSE.
Tak... To jest zwykła fanaberia. Poszukuję rozświetlacza do twarzy, a ten wygląda po prostu uroczo. I przecież to Chanel - moja miłość.

14. Cień w kremie CHANEL - kolor 82 ÉMERVEILLÉ.
Mam już jeden taki cień i jestem z niego ogromnie zadowolona! Potrzebuję drugiego, dziennego, a ten wydaje się idealny. 

Zdradzicie, co znajduje się na Waszych listach życzeń? Co sądzicie o ich sporządzaniu? Dajcie znać koniecznie!

niedziela, 9 listopada 2014

URODA | ZOYA NAILPOLISH :: AUBREY.

Wraz z nadejściem jesieni naszła mnie ogromna ochota na zakup nowego lakieru do paznokci. Po głowie chodziły mi szarości, jednak skończyło się jak zwykle, czyli z zupełnie innym kolorem niż planowałam. Tym razem postanowiłam wypróbować lakier marki ZOYA. Wielokrotnie napotykałam na niego w różnych zestawieniach "najzdrowszych", najbardziej obojętnych dla naszego zdrowia lakierów do paznokci. W zestawieniach tych znajdował się razem z lakierami takich marek, jak Chanel czy Deborah Lippmann. Marek takich jest oczywiście więcej. Co wyróżnia lakiery Zoya? Cena. Jak pamiętacie, za lakier Chanel trzeba zapłacić $27. Zoya kosztuje zaledwie $10. Postanowiłam, że sprawdzę jak zachowuje się na paznokciach. Nie ukrywam, że najbardziej interesowała mnie jego trwałość.
Lakiery do paznokci Zoya NIE ZAWIERAJĄ formaldehydu, toluenu, ftalanu dibutylu (DBP) i kamfory. Oznacza to, że są one bezpieczne w używaniu, polecane do stosowania również dla kobiet w ciąży czy alergików.

Zastanawiacie się zapewne, dlaczego zaznaczam to w każdym poście o lakierach do paznokci... O co chodzi z tymi substancjami? Już wyjaśniam. Otóż każdy lakier do paznokci to nie tylko piękny kolor, ale także substancja chemiczna, która nie pozostaje obojętna dla naszego zdrowia i środowiska. Aby lakier miał określone właściwości do jego produkcji wykorzystuje się różne substancje, z których część może być niebezpieczna dla naszego zdrowia. I tak na przykład formaldehyd działa drażniąco na oczy, nos i gardło i ma właściwości rakotwórcze. Ftalany działają szkodliwie na układ rozrodczy człowieka. Toluen z kolei - aromatyczny rozpuszczalnik - niekorzystnie wpływa na nasz układ nerwowy. Wybierając lakier do paznokci staram się robić to mądrze i nie szkodzić samej sobie.

Wybrałam kolor o pięknej nazwie AUBREY. Fiolet, śliwka. Idealny na jesień. Jednak muszę przyznać, że bardzo ciężko było mi się zdecydować. Marka ma w swojej ofercie bardzo dużo kolorów do wyboru. I ... chyba skuszę się na następny :D 

Lakier rozprowadza się bardzo dobrze. Na zdjęciu powyżej możecie zobaczyć, jak prezentują się dwie warstwy. Muszę dodać, że lakier schnie bardzo szybko, niemalże w mgnieniu oka. Pędzelek określiłabym jako tradycyjny. Pozwala na precyzyjną aplikację produktu.

Po pięciu dniach lakier nadal prezentował się bardzo dobrze. Dla mnie to wielkie WOW, ponieważ dawno nie miałam lakieru, który przetrwałby dłużej niż 2-3 dni :D A jak widać na zdjęciu powyżej, wcale nie było potrzeby zmywania go. Starcia na końcówkach nie wyglądają źle, z daleka ich nawet nie widać. 

Używałyście kiedyś lakierów Zoya? Jakie są Wasze wrażenia? Jakie lakiery do paznokci polecacie? Jakie kolory są Waszymi zdecydowanymi ulubieńcami jesienią? Dajcie znać koniecznie!

piątek, 7 listopada 2014

KULTURA | "DOM NA PLAŻY" SARAH JIO.

Muszę przyznać, że ostatnimi czasy ciężko było mi wygospodarować chociaż odrobinę czasu na czytanie. Książki przekładałam tylko z miejsca na miejsce. Pewnego dnia powiedziałam sobie "STOP"! Co to za życie, kiedy nawet nie ma się czasu na przeczytanie książki?! Na pierwszy ogień poszła książka "Dom na plaży" S. Jio. Pochłonęłam ją jednym tchem! I żałuję... że tak szybko się skończyła! Wspaniała historia miłosna, jednak okoliczności, w jakich toczy się akcja, wyspa Bora-Bora, rok 1943, wojna, wszystko to sprawia, że książka nabiera magii. Wciąga niesamowicie! Nie mogłam się od niej oderwać. Nie poszłam spać, póki jej nie skończyłam. Miłość, przyjaźń, ciężkie życiowe wybory, odrobina akcji, kryminału. Rewelacyjna mieszanka! Ja jestem nią ogromnie zachwycona i Wam również polecam!

W życiu Anne wszystko było zaplanowane. Wystawne przyjęcia, ślub z mężczyzną, którego zna od wielu lat, kariera idealnej pani domu. Wszystkie te plany niszczy jedna decyzja, podjęta pod wpływem impulsu. Anne chce poznać smak prawdziwego życia, z dala od rodzinnego domu. Dlatego zgłasza się do oddziału pielęgniarek stacjonujących na Bora-Bora. Poniżej fragment książki. Mam nadzieję, że Was również zaintryguje!

"Ręce trzęsły mi się nieco, kiedy obróciłam kopertę kilka razy i przesunęłam palcami po egzotycznym znaczku z podobizną Tahitanki w żółtej sukience. Przełknęłam z trudem ślinę, próbując stłamsić napływ wspomnień, który wzbierał we mnie jak rzeka podczas powodzi, ale zwykłe myślowe zapory nie mogły go powstrzymać. Nie potrafiłam się dłużej oprzeć. Rozerwałam kopertę szybkim ruchem.

Szanowna Pani Godfrey,
przepraszam, że Panią niepokoję. Odnalezienie Pani zajęło mi wiele lat. O ile mi wiadomo, podczas wojny była Pani pielęgniarką i stacjonowała na Bora-Bora. Jeśli mam rację, jeśli faktycznie to Pani szukam, muszę z Panią pilnie porozmawiać. Wychowałam się na Tahiti, ale wróciłam tutaj dopiero teraz, pragnąc znaleźć rozwiązanie tajemnicy, która dręczy mnie od dzieciństwa. Pewnego wieczora w 1943 roku na cichej plaży na Bora-Bora doszło do straszliwego morderstwa. Ta tragedia nie daje mi spokoju, do tego stopnia, że zaczęłam pisać książkę o wydarzeniach poprzedzających ów incydent, który pod wieloma względami zmienił wyspę na zawsze. Udało mi się odnaleźć rejestry oddziału stacjonującego na wyspie i zauważyłam, że w tym dniu, w dniu tragedii, była Pani na przepustce. Czy tamtego wieczora nie widziała Pani przypadkiem czegoś lub kogoś na plaży? Minęło tyle lat, ale może coś się Pani przypomni. Nawet najmniejszy szczegół może pomóc mi w dążeniu do sprawiedliwości. Modlę się, aby rozważyła Pani moje pytanie i skontaktowała się ze mną. Ponadto jeśli planuje Pani jeszcze kiedyś odwiedzić wyspę, znalazłam tu coś, co należy do Pani i co być może chciałaby Pani znów zobaczyć. Bardzo pragnę to Pani pokazać.

Z wyrazami szacunku
Genevieve Thorpe

Nie odrywałam wzroku od listu. Genevieve Thorpe. Nie, nie znałam tej kobiety. To nieznajoma. A jednak pojawiła się, a wraz z nią zamieszanie. Pokręciłam głową. Zignoruję to. Minęło zbyt wiele lat. Jak mogłabym wrócić do tamtych dni? Jak mogłabym przeżyć to na nowo? Zamknęłam mocno oczy, odpychając od siebie wspomnienia. Tak, mogłabym to po prostu zlekceważyć. List nie był częścią dochodzenia ani śledztwa. Nie jestem tej kobiecie, tej nieznajomej, nic winna. Mogłabym wrzucić kopertę do śmieci i na tym zakończyć. Wtedy przypomniałam sobie jednak kilka ostatnich linijek listu. „Jeśli planuje Pani jeszcze kiedyś odwiedzić wyspę, znalazłam tu coś, co należy do Pani i co być może chciałaby Pani znów zobaczyć”. Na myśl o tym moje serce, już słabe, zaczęło bić mocniej. Znów odwiedzić wyspę? Ja? W moim wieku?
– Babciu, wszystko w porządku? – Jennifer nachyliła się i objęła mnie ramieniem.
– Tak – odparłam, powściągając nerwy.
– Chcesz o tym porozmawiać?
Pokręciłam głową i wsunęłam list do zbioru krzyżówek leżącego na stoliku. Jennifer sięgnęła po torbę i zaczęła w niej grzebać. Wyłowiła sporą, podniszczoną brązową kopertę.
– Chcę ci coś pokazać – oznajmiła. – Chciałam z tym poczekać, ale... – nabrała głęboko tchu – chyba to odpowiednia chwila.
Podała mi kopertę.
– Co to?
– Zajrzyj do środka – powiedziała.
Uniosłam skrzydełko i wyciągnęłam stosik czarno-białych fotografii. Od razu rozpoznałam tę, która leżała na wierzchu.
– To ja! – Wskazałam młodą kobietę w białym stroju pielęgniarki.
Za nią, w oddali, widać było palmę kokosową. Och, jak dziwiłam się palmom w dniu, kiedy przybyłam na wyspę – prawie siedemdziesiąt lat wcześniej. Podniosłam wzrok na Jennifer.
– Gdzie je znalazłaś?
– Tata je znalazł – odparła, przyglądając mi się uważnie. – Przeglądał różne stare pudła i zdjęcia były upchnięte w jednym z nich. Poprosił, żebym ci je zwróciła.
Zaparło mi dech z wyczekiwania. Następne zdjęcie przedstawiało Kitty, moją przyjaciółkę z dzieciństwa: siedziała na plaży na odwróconym do góry dnem kajaku, z nogami ułożonymi tak, jakby była gwiazdą filmową. Kitty mogła zostać gwiazdą filmową. Na myśl o dawnej przyjaciółce poczułam znajomy ból, którego nie uleczył czas."

Pierwsza książka Sarah "Marcowe Fiołki" bardzo szybko okazała się bestsellerem, kolejna to właśnie "Dom na plaży". Książka miała premierę w lipcu 2014 roku. "Jeżynowa zima" to najnowsza pozycja autorki, ukazała się we wrześniu 2014 roku. Nie miałam jeszcze okazji jej przeczytać, chociaż nie ukrywam, że bardzo bym chciała! Sarah Jio ma u mnie wielki kredyt zaufania. Wierzę, że każda jej książka jest równie fenomenalna! 

Następna pozycja na liście książek do przeczytania to "Skradziona" C. Sanchez. Recenzja pojawi się już wkrótce! 

Czytaliście "Dom na plaży"? Jak Wam się podobała ta książka? A może czytaliście pozostałe pozycje Sarah Jio? Co polecacie? Czekam na Wasze komentarze! 

wtorek, 4 listopada 2014

URODA | LOKÓWKA DO WŁOSÓW NUME - CZY WARTO JĄ KUPIĆ?

Moje włosy są proste, długie, jest ich dużo, jednak są cienkie. To wszystko sprawia, że przez większość czasu są po prostu przyklapnięte. Wymagają codziennej stylizacji. Od bardzo dawna w mojej głowie krążyły myśli o zakupie lokówki. Przyznam, że rozważałam również zakup wałków termicznych. Oglądając filmiki missglamorazzi doszłam do wniosku, że zaryzykuję i wybiorę lokówkę. Włosy Ingrid zawsze wyglądają fenomenalnie, a wiem, że używa ona produktów firmy NUME. W regularnej sprzedaży produkty te są drogie, jednak często pojawiają się różne promocje. Opłaca się śledzić ich na Instagramie. W ten oto sposób zamiast $169, za moją lokówkę zapłaciłam $29 (plus koszty wysyłki). Deal życia normalnie! :D

Zdecydowałam się na lokówkę turmalinową, bez klipsa, o średnicy 32 mm. Zapytacie, a co to takiego ten turmalin? Jest to półszlachetny minerał stanowiący potężne, naturalne źródło jonizacji. Dzięki swoim właściwościom, turmalin, wydziela naturalne, zdrowe dla włosów jony ujemne. Jony te zamykają łuski, dzięki czemu włosy są chronione przed czynnikami zewnętrznymi, a także powodują, że są one gładkie, pełne blasku, nie puszą się i doskonale się układają. Co więcej, turmalin zapewnia równomierne rozprowadzanie temperatury oraz jest źródłem ciepła podczerwonego, mniej szkodliwego dla włosów niż ciepło tradycyjne. W ten sposób prostownica czy lokówka turmalinowa chroni włosy przed wysuszeniem i zapobiega utracie wilgoci z ich wnętrza.

W zestawie otrzymujemy lokówkę oraz rękawiczkę, która ma chronić dłonie przed poparzeniem. Szczerze mówiąc, używam tej rękawiczki tylko i wyłącznie jako podkładki, gdy zostawiam lokówkę na komodzie w celu wystudzenia. Lokówka sama w sobie jest bardzo lekka, co jest niewątpliwym plusem. Posiada obrotowy kabel, co jest jeszcze większym plusem :D A największą jej zaletą jest to, że nagrzewa się w zaledwie 6 sekund, a zakręcenie pasma włosów nie trwa dłużej jak 10 sekund! Oczywiście, jeżeli marzymy o mocniejszym skręcie, warto poświęcić temu kilka sekund więcej. Przy moich długich włosach zakręcenie ich trwa nie dłużej jak 5 minut! 

Poniżej efekt na moich włosach. Oczywiście skręt włosów jest różny w zależności od tego, jak grube pasma włosów nawijamy. Mnie się bardzo podoba! Używam tej lokówki już ponad dwa miesiące. Używam jej bardzo często. Nie zauważyłam przesuszenia włosów, nie mam rozdwojonych końcówek (a u fryzjera byłam ostatnio ponad 5 miesięcy temu). Włosy są w bardzo dobrej kondycji. Oczywiście będę Was informować na bieżąco, gdyby coś się zmieniło. Póki co, jestem bardzo na TAK! :D Włosy wyglądają pięknie, zdrowo, są lśniące i takie ... gładkie!

Używałyście produktów firmy NUME? Jakich lokówek użycie? Co polecacie? W jaki sposób najchętniej stylizujecie swoje włosy? Czekam na Wasze komentarze! 

niedziela, 2 listopada 2014

PAŹDZIERNIK W PIGUŁCE.

Dzisiaj drugi dzień listopada, zatem przyszła pora na podsumowanie ubiegłego miesiąca. "Październik w pigułce" rozpoczynamy zdjęciem Milo (jakże mogłoby być inaczej ;P). Sierściuch uwielbia przychodzić do mnie zaraz po powrocie z pracy i wylegiwać się na moich kolanach. Pieszczoch jeden. Na kolejnym zdjęciu widać Labelle. Prawdopodobnie dla wielu z Was coś, o czym jeszcze nie słyszeliście. Jest to urządzenie do wykonywania peelingu kawitacyjnego w domu. O tym będzie specjalny post, dlatego też nie będę się tutaj rozpisywała. Kolejne zdjęcie to zdjęcie z przygotowań do nagrywania filmików dla Was. Październik był także miesiącem, w którym pożegnała się z nami Anna Przybylska. Wspaniała kobieta. Aktorka. Jednak to nie kariera była dla niej najważniejsza. Podziwiałam ją skrycie, uwielbiałam oglądać produkcje z jej udziałem. Niech spoczywa w pokoju [*].

Melissa + Jason Wu. Prezentacja zakupu z poprzedniego miesiąca i jednocześnie zaproszenie do obejrzenia filmiku z zakupami KLIK.  W październiku ukazała się także recenzja pudru brązującego NARS. Jeżeli jeszcze jej nie czytaliście, zapraszam TUTAJ. Milo życzył Wam miłej niedzieli, równie beztroskiej i leniwej jak jego :D

Kolejne zdjęcie to zaproszenie do przeczytania posta na blogu KLIK. Zaprezentowałam Wam propozycje stylizacji na jesień. Są to rzeczy bardzo w moim stylu, coś co bardzo chętnie bym założyła.  Jest to również swego rodzaju lista zakupów ;P Akcja spełniania marzeń trwa. W październiku udało mi się zrealizować kolejne. Nowe łóżko. Łóżko, o którym marzyłam od tak dawna wreszcie jest w mojej sypialni. Uwielbiam je! Kolejne marzenie na liście odhaczone. Nowa torebka zamówiona. Za każdym razem, gdy kupuję coś online, jestem pod ogromnym wrażeniem jakości obsługi Klienta. Zwykły e-mail ze słowami "dziękujemy", a sprawić aż tyle radości! O, a to kolejne sytuacja, gdy Milo pokazuje, że to On jest najważniejszy na świecie. Komu ma być wygodnie? Mnie? Nie... Oczywiście, że jemu! :D

Chyba nie muszę Wam mówić, jak bardzo byłam rozczarowana dostając e-mail po sześciu dniach od momentu zakupu, że moje zamówienie zostało wycofane, a pieniądze zwrócone na konto. Torebka w kolorze, który wybrałam została wyprzedana. Swoje niezadowolenie wyraziłam na Instagramie oraz wysyłając e-mail do firmy Michael Kors. Mój e-mail spotkał się z odzewem. Ale wydaje mi się, że jest to materiał na osobnego posta. Chcecie wiedzieć, jak skończyła się cała ta historia? Muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji. Następne zdjęcie jest autorstwa mojego męża. Śmiał się, że głupie miny robię, ale co tam! Ważne, że zdjęcie jest piękne ;P Piękną jesień mamy w tym roku :D Uwielbiam te kolory! Dajcie znać, czy macie ochotę na post z serii "I ♥ fall". Kocham duże (i te troszkę mniejsze też) naszyjniki. Najchętniej kupuję je w sklepie ZARA oraz J.Crew. Na powyższym zdjęciu nowość. Piękny naszyjnik w kolorze szarości, delikatnie wpadający w granat. Aktualnie mój ulubieniec :D A te trzy małe słoiczki to nic innego jak dżemy i marmolada. Takie cudeńko udało mi się znaleźć w T.J.Maxx. Zostawiłam je na specjalną okazję. Jakoś nie mam serca, by je otworzyć :D 

Kolejny powód, dla którego kocham jesień, to dekoracje! :D Taką uroczą sowę udało mi się upolować w sklepie Pier 1 Imports, za jakieś śmieszne pieniądze, ponieważ było to wiosną. Polecam szukać dekoracji po sezonie :D Historia torebki zakończyła się szczęśliwie, ponieważ mam ją już w swoim posiadaniu. Zdecydowałam się na model Jet Set Travel Medium Saffiano Leather Tote w kolorze Navy, czyli granatowym. Kolejne zdjęcie jest zaproszeniem do obejrzenia filmiku z zakupami KLIK. Jednak jest to filmik inny niż te, które pojawiały się tam dotychczas. A to dlatego, że są to zakupy do dekoracji domu, tzw. home decor. Skończył mi się lakier do włosów i postanowiłam dać szansę lakierowi L'Oreal Elnett Satin. Wkrótce więcej na jego temat.

Uwaga, uwaga! Na blogu pojawił się pierwszy post z cyklu "Stylizacje" KLIK. Pozwoliłam sobie zaprezentować Wam stylizację, w jakiej ostatnimi czasy czuję się najlepiej. Kobieco, elegancko, ale przede wszystkim - wygodnie! Ostatni filmik, jaki ukazał się w tym miesiącu na moim kanale YouTube, to Projekt Denko. Pod lupę poszły produkty do pielęgnacji ciała. KLIK Zapraszam, jeśli jeszcze nie mieliście okazji go obejrzeć. 

Życzę Wam miłego tygodnia!
Buziaki :* :* :*
M.

Tak wyglądał mój październik. W wielkim skrócie oczywiście. A jak Wam minął ostatni miesiąc? Wydarzyło się coś ciekawego? Dajcie znać w komentarzach!

wtorek, 28 października 2014

MODA | LONG GRAY CARDIGAN.

LEE COOPER t-shirt | VINCE CAMUTO skirt | FOREVER 21 cardigan | ZARA necklace | MICHAEL KORS watch | KATE SPADE NEW YORK bag | MELISSA + JASON WU shoes

W ostatnim wpisie z propozycjami jesiennych stylizacji przedstawiałam Wam opcję z długim szarym swetrem. Koncepcję swoją postanowiłam zrealizować, jednak w nieco innej wersji. Zamiast dżinsów - spódniczka. Uwielbiam takie kobiece stylizacje! Wszystkie elementy pozostają w mojej ulubionej kolorystyce, czyli mamy tutaj szarości, biel i granat. A Wy, w jakich kolorach czujecie się najlepiej? 

FACEBOOK | INSTAGRAM | YOUTUBE | BLOGLOVIN' TWITTER

piątek, 24 października 2014

URODA | Sally Hansen Miracle Gel.

Niespełna dwa miesiące temu na rynku pojawiła się nowość. Sally Hansen wypuścił nową serię lakierów do paznokci. Lakiery, które mają nam dać efekt żelowych paznokci bez użycia lampy UV/LED. Producent deklaruje, że zaledwie dwa kroki dzielą nas od posiadania pięknych paznokci, a kolorem i połyskiem będziemy się cieszyć aż do 14 dni. Brzmi zachęcająco? Na pewno! Ale czy to prawda? 

Te z Was, które kiedykolwiek miały robione paznokcie żelowe wiedzą, że wykonanie ich zajmuje około 1,5 do 2 godzin w salonie kosmetycznym. Efektem można się cieszyć 3-4 tygodnie. Paznokieć rośnie i po tym czasie wygląda to po prostu nieestetycznie, zatem należy udać się na uzupełnienie. Paznokci tych nie wolno zbyt długo moczyć w wodzie, ponieważ żel może odprysnąć (tak nauczyłam się na przykład myć naczynia w gumowych rękawicach :P). Należy także wspomnieć o usuwaniu żelu, który najzwyczajniej w świecie trzeba spiłować. Paznokcie po takiej przygodzie nie są w najlepszej kondycji. 

Wizja posiadania efektu żelowych paznokci bez przechodzenia całej tej drogi jest bardzo kusząca. Postanowiłam przetestować te produkty. Muszę przyznać, że dość długo zajęło mi znalezienie ich w sklepie. Półki ciągle świeciły pustkami... Jakaś była moja radość, gdy pewnego pięknego popołudnia, zupełnie niespodziewanie znalazłam w sklepie ostatnią sztukę! 

Producent zapewnia, że tylko dwa kroki dzielą nas od posiadania pięknych paznokci. O jakich dwóch krokach mowa? Podnieść tyłek z kanapy i udać się do sklepu? Nie... :D Chociaż niewątpliwie byłoby to pomocne :D Chodzi o to, że aby osiągnąć efekt, o którym mówi producent musimy zakupić dwa produkty, konkretnie dwa lakiery do paznokci. Każdy z nich to koszt około $10, chociaż można znaleźć w sklepach także gotowe zestawy, a ich cena to około $15.

Najpierw wybieramy lakier kolorowy, nakładamy koniecznie dwie warstwy. Następnie pokrywamy paznokcie lakierem nawierzchniowym, bezbarwnym. Oba te produkty mają dość gęstą konsystencję. Nałożenie lakieru kolorowego wymaga skupienia. Gdy nałożymy za mało powstaną smugi i będziemy zmuszeni nałożyć trzecią warstwę. Gdy nałożymy za dużo będzie to wyglądało nieestetycznie grubo i łatwiej będzie o odgniecenia.

Do wyboru mamy ponad 45 kolorów. Szczerze mówiąc jeszcze w żadnym sklepie ich wszystkich nie widziałam. Ciągle wszystko jest wykupione i zostaje tylko kilka. Ja wybrałam odcień bardzo delikatnego różu - SMARTEASE. Zakładam, że lakier będę nosić na moich paznokciach przez dwa tygodnie, więc wybrałam kolor, który będzie mi pasował do większości stylizacji. Jesteście ciekawi jak się sprawdził? Zapraszam wkrótce!

Słyszałyście o nowej serii lakierów do paznokci Sally Hansen Miracle Gel? A może miałyście już okazję je testować? Jak Wasze wrażenia? Dajcie koniecznie znać w komentarzach!

FACEBOOK | INSTAGRAM | YOUTUBE | BLOGLOVIN' TWITTER

piątek, 17 października 2014

WRZESIEŃ W PIGUŁCE.

W sierpniu osiągnęłam magiczną (jak dla mnie) liczbę 5000 subskrypcji na moim kanale YT. Z tej okazji na początku września mieliście szansę wygrania szminki firmy MAC w bardzo kultowym kolorze Please Me. Mam nadzieję, że przypadła ona do gustu zwyciężczyni :D Przy okazji, jeżeli jeszcze nie widzieliście filmiku z losowania nagrody to zapraszam KLIK! Milo spisał się na medal, w końcu to on wybrał zwycięzcę :D Już się nie mogę doczekać konkursu z okazji 10 000 subskrypcji... Wrzesień był także miesiącem spełniania marzeń. Zakupiłam wymarzony zegarek, o którym pisałam już TUTAJ. Uwielbiam biżuterię J.Crew. Do mojej kolekcji dołączył nowy naszyjnik. Biżuteria ta nie jest tania, ale często są różne promocje, można również polować na wyprzedaże. Moim zdaniem bardzo się opłaca, ponieważ biżuteria ta jest przepięknie wykonana. Wrzesień był również miesiącem bardzo ważnym dla Milo. Obchodził bowiem swoje pierwsze urodziny! :D Wszystkiego najlepszego dla najlepszego kociaka na świecie! (Chyba każdy właściciel ma bzika na punkcie swojego pupila :P)


Przyszła pora na nowości kosmetyczne! Z nich jestem również ogromnie zadowolona. Do mojej kosmetyczki wprowadziły się nowe cienie do powiek. Chanel Les 4 Ombres Multi-Effect Quadra Eyeshadow w kolorze 204 TISSÉ VENDÔME. Recenzja jest już na blogu - zapraszam TUTAJ. Do każdego zamówienia ze strony internetowej Chanel można sobie wybrać dwie próbki ich produktów. Powiem szczerze, że próbki są całkiem spore i wystarczają na długo. Tym razem zdecydowałam się na dwufazowy płyn do zmywania makijażu oczu i krem pod oczy. We wrześniu pojawiły się na moim kanale aż dwa vlogi! :D Bardzo Wam przypadły do gustu, więc postaram się takich filmików nagrywać więcej :D Udało nam się również znaleźć bardzo dobrą restaurację z kuchnią hinduską. Muszę przyznać, że moje pierwsze spotkanie z hinduskim jedzeniem nie było zbyt udane. Było przeokropnie pikantne, łzy leciały mi z oczu. Natomiast później było już tylko lepiej. Znaleźliśmy inną restaurację, jedzenie z innego regionu Indii. I muszę przyznać, że danie Butter Chicken jest przepyszne! Milo wielokrotnie wykorzystuje mnie jako swoją poduszkę. Ale muszę przyznać, że nie pozostaje dłużny. On również świetnie się sprawdza w tej roli :P


W kawiarniach Starbucks pojawiła się nowa kolekcja kubków - Siren Collection. Ja wybrałam kubek z ogonem syreny, w kolorze błękitu i szarości. Dawno nie czytałam książek w języku polskim, dlatego też z wielką radością otwierałam paczkę od wydawnictwa ZNAK. Jak tylko skończę, na pewno na blogu pojawią się recenzje. O, a tutaj wielkie rozczarowanie miesiąca. Szampon i odżywka Macadamia Natural Oil. Uwielbiam ich dogłębnie regenerującą maskę do włosów, jednak ten komplet to jakaś porażka totalna. Moje włosy były w okropnym stanie po ich użyciu, a rozczesanie ich graniczyło z cudem! We wrześniu przyszła również pora na zakup nowego bronzera, o którym było już TUTAJ. Jakimś dziwnym sposobem przy kasie okazało się, że w moim koszyku są jeszcze dwa inne produkty! Dziwne... Wam się też to zdarza? :P Ze sklepu wyszłam z kolejnym opakowaniem korektora NARS oraz mazidłem do ust Clarins. 


Na Waszą prośbę na blogu pojawił się post z przepisem na gulasz. Dla tych, którzy wolą oglądać niż czytać, na moim kanale jest filmik, jak krok po kroku go przyrządzić KLIK. Wydaje mi się, że wrzesień rzeczywiście był miesiącem spełniania marzeń. Tyle dobroci! Kolejne marzenie zrealizowane. Baleriny Melissa + Jason Wu. Od dwóch lat planowałam ich zakup, ale ciągle były za drogie. A tu nagle BOOM! Promocja! Przecenione o ponad 60%, wszystkie kolory i rozmiary dostępne! No jakże mogłam ich nie kupić? :P Milo to istny model! Specjalnie pozuje do zdjęć :D Proszę jak tu nóżkę wystawił! Ubawu mamy z nim po pachy :D jak co roku, we wrześniu na wydziale mojego męża odbyła się impreza powitalna po wakacjach. Zaproszona była cała kadra tego wydziału oraz studenci studiów magisterskich i doktoranckich. Mnóstwo dobrego jedzenia! Ciężko było się zdecydować :D


Prezentacja nowych butów musiała być, a co! Kolejna porcja zdjęć z recenzji wspomnianych cieni do powiek Chanel KLIK. W sieciówkach Target pojawiły się nowe produkty do włosów. Podobno bez silikonów, bez parabenów i olei mineralnych. Przyznam szczerze, że jestem nimi zaintrygowana. Dodatkowo w najbliższym mi Targecie wszystko było wykupione. Stad moje pytanie. Czy produkty te rzeczywiście są takie dobre? A może dopiero wszyscy je testują? :P

Na blogu pojawił się również post o intrygująco wyglądającym owocu egzotycznym. Jeżeli jesteście ciekawi, co to jest pitaja - zapraszam TUTAJ. Wreszcie, po 3 tygodniach poszukiwań, udało mi się znaleźć nowe lakiery do paznokci Sally Hansen. Podobno działają cuda i lakier ma się trzymać na paznokciach aż do dwóch tygodni! O tym się niedługo przekonamy. Testy trwają! Kolejne marzenie na mojej liście spełnione! Zdecydowałam się na zakup 32 mm lokówki do włosów firmy NUME. Wkrótce więcej na blogu.

Uff! To był długi post! Ale i miesiąc pełen wrażeń! Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca! 

Miłego weekendu Wam życzę!
Buziaki :* :* :*
M.

A jak Wam minął wrzesień? Wydarzyło się coś ciekawego? Co nowego znalazło się w Waszych kosmetyczkach? Spełniliście jakieś swoje mini albo wielkie marzenia w ubiegłym miesiącu? Dajcie znać koniecznie!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...