wtorek, 28 października 2014

MODA | LONG GRAY CARDIGAN.

LEE COOPER t-shirt | VINCE CAMUTO skirt | FOREVER 21 cardigan | ZARA necklace | MICHAEL KORS watch | KATE SPADE NEW YORK bag | MELISSA + JASON WU shoes

W ostatnim wpisie z propozycjami jesiennych stylizacji przedstawiałam Wam opcję z długim szarym swetrem. Koncepcję swoją postanowiłam zrealizować, jednak w nieco innej wersji. Zamiast dżinsów - spódniczka. Uwielbiam takie kobiece stylizacje! Wszystkie elementy pozostają w mojej ulubionej kolorystyce, czyli mamy tutaj szarości, biel i granat. A Wy, w jakich kolorach czujecie się najlepiej? 

FACEBOOK | INSTAGRAM | YOUTUBE | BLOGLOVIN' TWITTER

piątek, 24 października 2014

URODA | Sally Hansen Miracle Gel.

Niespełna dwa miesiące temu na rynku pojawiła się nowość. Sally Hansen wypuścił nową serię lakierów do paznokci. Lakiery, które mają nam dać efekt żelowych paznokci bez użycia lampy UV/LED. Producent deklaruje, że zaledwie dwa kroki dzielą nas od posiadania pięknych paznokci, a kolorem i połyskiem będziemy się cieszyć aż do 14 dni. Brzmi zachęcająco? Na pewno! Ale czy to prawda? 

Te z Was, które kiedykolwiek miały robione paznokcie żelowe wiedzą, że wykonanie ich zajmuje około 1,5 do 2 godzin w salonie kosmetycznym. Efektem można się cieszyć 3-4 tygodnie. Paznokieć rośnie i po tym czasie wygląda to po prostu nieestetycznie, zatem należy udać się na uzupełnienie. Paznokci tych nie wolno zbyt długo moczyć w wodzie, ponieważ żel może odprysnąć (tak nauczyłam się na przykład myć naczynia w gumowych rękawicach :P). Należy także wspomnieć o usuwaniu żelu, który najzwyczajniej w świecie trzeba spiłować. Paznokcie po takiej przygodzie nie są w najlepszej kondycji. 

Wizja posiadania efektu żelowych paznokci bez przechodzenia całej tej drogi jest bardzo kusząca. Postanowiłam przetestować te produkty. Muszę przyznać, że dość długo zajęło mi znalezienie ich w sklepie. Półki ciągle świeciły pustkami... Jakaś była moja radość, gdy pewnego pięknego popołudnia, zupełnie niespodziewanie znalazłam w sklepie ostatnią sztukę! 

Producent zapewnia, że tylko dwa kroki dzielą nas od posiadania pięknych paznokci. O jakich dwóch krokach mowa? Podnieść tyłek z kanapy i udać się do sklepu? Nie... :D Chociaż niewątpliwie byłoby to pomocne :D Chodzi o to, że aby osiągnąć efekt, o którym mówi producent musimy zakupić dwa produkty, konkretnie dwa lakiery do paznokci. Każdy z nich to koszt około $10, chociaż można znaleźć w sklepach także gotowe zestawy, a ich cena to około $15.

Najpierw wybieramy lakier kolorowy, nakładamy koniecznie dwie warstwy. Następnie pokrywamy paznokcie lakierem nawierzchniowym, bezbarwnym. Oba te produkty mają dość gęstą konsystencję. Nałożenie lakieru kolorowego wymaga skupienia. Gdy nałożymy za mało powstaną smugi i będziemy zmuszeni nałożyć trzecią warstwę. Gdy nałożymy za dużo będzie to wyglądało nieestetycznie grubo i łatwiej będzie o odgniecenia.

Do wyboru mamy ponad 45 kolorów. Szczerze mówiąc jeszcze w żadnym sklepie ich wszystkich nie widziałam. Ciągle wszystko jest wykupione i zostaje tylko kilka. Ja wybrałam odcień bardzo delikatnego różu - SMARTEASE. Zakładam, że lakier będę nosić na moich paznokciach przez dwa tygodnie, więc wybrałam kolor, który będzie mi pasował do większości stylizacji. Jesteście ciekawi jak się sprawdził? Zapraszam wkrótce!

Słyszałyście o nowej serii lakierów do paznokci Sally Hansen Miracle Gel? A może miałyście już okazję je testować? Jak Wasze wrażenia? Dajcie koniecznie znać w komentarzach!

FACEBOOK | INSTAGRAM | YOUTUBE | BLOGLOVIN' TWITTER

piątek, 17 października 2014

WRZESIEŃ W PIGUŁCE.

W sierpniu osiągnęłam magiczną (jak dla mnie) liczbę 5000 subskrypcji na moim kanale YT. Z tej okazji na początku września mieliście szansę wygrania szminki firmy MAC w bardzo kultowym kolorze Please Me. Mam nadzieję, że przypadła ona do gustu zwyciężczyni :D Przy okazji, jeżeli jeszcze nie widzieliście filmiku z losowania nagrody to zapraszam KLIK! Milo spisał się na medal, w końcu to on wybrał zwycięzcę :D Już się nie mogę doczekać konkursu z okazji 10 000 subskrypcji... Wrzesień był także miesiącem spełniania marzeń. Zakupiłam wymarzony zegarek, o którym pisałam już TUTAJ. Uwielbiam biżuterię J.Crew. Do mojej kolekcji dołączył nowy naszyjnik. Biżuteria ta nie jest tania, ale często są różne promocje, można również polować na wyprzedaże. Moim zdaniem bardzo się opłaca, ponieważ biżuteria ta jest przepięknie wykonana. Wrzesień był również miesiącem bardzo ważnym dla Milo. Obchodził bowiem swoje pierwsze urodziny! :D Wszystkiego najlepszego dla najlepszego kociaka na świecie! (Chyba każdy właściciel ma bzika na punkcie swojego pupila :P)


Przyszła pora na nowości kosmetyczne! Z nich jestem również ogromnie zadowolona. Do mojej kosmetyczki wprowadziły się nowe cienie do powiek. Chanel Les 4 Ombres Multi-Effect Quadra Eyeshadow w kolorze 204 TISSÉ VENDÔME. Recenzja jest już na blogu - zapraszam TUTAJ. Do każdego zamówienia ze strony internetowej Chanel można sobie wybrać dwie próbki ich produktów. Powiem szczerze, że próbki są całkiem spore i wystarczają na długo. Tym razem zdecydowałam się na dwufazowy płyn do zmywania makijażu oczu i krem pod oczy. We wrześniu pojawiły się na moim kanale aż dwa vlogi! :D Bardzo Wam przypadły do gustu, więc postaram się takich filmików nagrywać więcej :D Udało nam się również znaleźć bardzo dobrą restaurację z kuchnią hinduską. Muszę przyznać, że moje pierwsze spotkanie z hinduskim jedzeniem nie było zbyt udane. Było przeokropnie pikantne, łzy leciały mi z oczu. Natomiast później było już tylko lepiej. Znaleźliśmy inną restaurację, jedzenie z innego regionu Indii. I muszę przyznać, że danie Butter Chicken jest przepyszne! Milo wielokrotnie wykorzystuje mnie jako swoją poduszkę. Ale muszę przyznać, że nie pozostaje dłużny. On również świetnie się sprawdza w tej roli :P


W kawiarniach Starbucks pojawiła się nowa kolekcja kubków - Siren Collection. Ja wybrałam kubek z ogonem syreny, w kolorze błękitu i szarości. Dawno nie czytałam książek w języku polskim, dlatego też z wielką radością otwierałam paczkę od wydawnictwa ZNAK. Jak tylko skończę, na pewno na blogu pojawią się recenzje. O, a tutaj wielkie rozczarowanie miesiąca. Szampon i odżywka Macadamia Natural Oil. Uwielbiam ich dogłębnie regenerującą maskę do włosów, jednak ten komplet to jakaś porażka totalna. Moje włosy były w okropnym stanie po ich użyciu, a rozczesanie ich graniczyło z cudem! We wrześniu przyszła również pora na zakup nowego bronzera, o którym było już TUTAJ. Jakimś dziwnym sposobem przy kasie okazało się, że w moim koszyku są jeszcze dwa inne produkty! Dziwne... Wam się też to zdarza? :P Ze sklepu wyszłam z kolejnym opakowaniem korektora NARS oraz mazidłem do ust Clarins. 


Na Waszą prośbę na blogu pojawił się post z przepisem na gulasz. Dla tych, którzy wolą oglądać niż czytać, na moim kanale jest filmik, jak krok po kroku go przyrządzić KLIK. Wydaje mi się, że wrzesień rzeczywiście był miesiącem spełniania marzeń. Tyle dobroci! Kolejne marzenie zrealizowane. Baleriny Melissa + Jason Wu. Od dwóch lat planowałam ich zakup, ale ciągle były za drogie. A tu nagle BOOM! Promocja! Przecenione o ponad 60%, wszystkie kolory i rozmiary dostępne! No jakże mogłam ich nie kupić? :P Milo to istny model! Specjalnie pozuje do zdjęć :D Proszę jak tu nóżkę wystawił! Ubawu mamy z nim po pachy :D jak co roku, we wrześniu na wydziale mojego męża odbyła się impreza powitalna po wakacjach. Zaproszona była cała kadra tego wydziału oraz studenci studiów magisterskich i doktoranckich. Mnóstwo dobrego jedzenia! Ciężko było się zdecydować :D


Prezentacja nowych butów musiała być, a co! Kolejna porcja zdjęć z recenzji wspomnianych cieni do powiek Chanel KLIK. W sieciówkach Target pojawiły się nowe produkty do włosów. Podobno bez silikonów, bez parabenów i olei mineralnych. Przyznam szczerze, że jestem nimi zaintrygowana. Dodatkowo w najbliższym mi Targecie wszystko było wykupione. Stad moje pytanie. Czy produkty te rzeczywiście są takie dobre? A może dopiero wszyscy je testują? :P

Na blogu pojawił się również post o intrygująco wyglądającym owocu egzotycznym. Jeżeli jesteście ciekawi, co to jest pitaja - zapraszam TUTAJ. Wreszcie, po 3 tygodniach poszukiwań, udało mi się znaleźć nowe lakiery do paznokci Sally Hansen. Podobno działają cuda i lakier ma się trzymać na paznokciach aż do dwóch tygodni! O tym się niedługo przekonamy. Testy trwają! Kolejne marzenie na mojej liście spełnione! Zdecydowałam się na zakup 32 mm lokówki do włosów firmy NUME. Wkrótce więcej na blogu.

Uff! To był długi post! Ale i miesiąc pełen wrażeń! Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca! 

Miłego weekendu Wam życzę!
Buziaki :* :* :*
M.

A jak Wam minął wrzesień? Wydarzyło się coś ciekawego? Co nowego znalazło się w Waszych kosmetyczkach? Spełniliście jakieś swoje mini albo wielkie marzenia w ubiegłym miesiącu? Dajcie znać koniecznie!


niedziela, 12 października 2014

MODA | STYLIZACJE NA JESIEŃ.

Fall look
sukienka ZARA | buty ZARA | naszyjnik ZARA | portfel MICHAEL KORS


Ostatnimi czasy albo ja byłam taka wybredna, albo ZARA nie miała nic konkretnego do zaoferowania... Jest to mój ulubiony sklep, jednak przez ostatnie kilka miesięcy nie potrafiłam tam nic dla siebie znaleźć. Aż do tego weekendu. Z nudów przeglądałam ich stronę i sama siebie zaskoczyłam ilością rzeczy, które mnie tam zachwyciły. Od razu w mojej głowie tworzyły się stylizacje. Wiedziałam dokładnie, z czym bym daną rzecz połączyła. I postanowiłam się z Wami tym podzielić. Zrobiłam to również dla siebie. By te moje zestawienia "zobaczyć". I powiem nieskromnie, że całkiem nieźle to sobie wykombinowałam. Jestem bardzo zadowolona z osiągniętego efektu. Chyba przyszła pora, by rozbić skarbonkę :D

Fall look

spodnie ZARA | buty ZARA | sweter ZARA | t-shirt ZARA | torebka MICHAEL KORS
zegarek MICHAEL KORS | okulary przeciwsłoneczne PRADA
Fall look

spódniczka ZARA | trench ZARA | jedwabna bluzka ZARA | buty ZARA
lakier do paznokci CHANEL | perfumy CHLOE

Podobają Wam się zestawy, które zaproponowałam? Który najbardziej? A co Wy najchętniej nosiłybyście jesienią? Czekam na Wasze komentarze!

wtorek, 7 października 2014

URODA | BRONZER NARS LAGUNA.

Od dawna nosiłam się z zamiarem zakupu nowego bronzera. Jak wiecie, nie lubię marnować kosmetyków. Jeden bronzer mi wystarczy, tak samo jak jeden tusz do rzęs. Mając mniej kosmetyków mamy pewność, że je w pełni wykorzystamy. Usilnie próbowałam wykończyć stary bronzer, ale muszę przyznać, że był nie do zdarcia :D W końcu po pół roku po terminie przydatności do użycia uznałam, że przyszła najwyższa pora na coś nowego. Długo się zastanawiałam, co wybrać... W dzisiejszych czasach mamy tyle produktów do wyboru, że w sklepie nie trudno o oczopląs, nie mówiąc już o zawrotach głowy :D Zawsze przed zakupem nowego kosmetyku czytam dokładnie opis, recenzje, zastanawiam się kilka razy, czy rzeczywiście kosmetyk ten potrzebuję. Lubię kupować sprawdzone produkty, porządne. A wiadomo, jeżeli wydajemy na coś większą sumę, oczekujemy czegoś konkretnego w zamian. Do pudru brązującego NARS podchodziłam wiele razy. Jednak cały czas nie byłam pewna. Ostatecznie uznałam, że produkt tak kultowy nie może być zły. Głosem "ZA" było również to, że w Sephorze w USA mamy 60 dni na zwrot produktu, jeżeli nie spełnia on naszych oczekiwań. 

Czarna, prosta, elegancka kasetka. Bardzo dobrze leży w dłoni. Wykonana z przyjemnego materiału. Jednak ma jeden minus. Opakowanie jest bardzo podatne na zabrudzenia. Wystarczy się zapomnieć i dotknąć ubrudzonymi podkładem dłońmi i gotowe. I nie jest ono najprostsze do wyczyszczenia, jednak tragedii też nie ma. Wilgotny ręcznik daje radę :D 

Wybrałam puder w odcieniu Laguna. Za $38 otrzymujemy 8 gram produktu. Przydany do użycia przez 24 miesiące od momentu otwarcia. Wydaje mi się, że powinien mi wystarczyć przynajmniej na rok czasu, jak nie więcej. 

W środku zabezpieczony plastikową nakładką, którą szczerze mówiąc od razu wyrzuciłam. Nie wydaje mi się konieczne jej zatrzymywanie. Dodatkowo kasetka wyposażona jest w duże lusterko, które niewątpliwie bardzo się przydaje. Taka mała rzecz, a cieszy!

A teraz poproszę o minutkę ciszy. Tak, to jest ten moment, kiedy możemy zacząć wzdychać podziwiając piękno tego pudru brązującego! Wygląda tak zwyczajnie, tak niewinnie, a efekt na twarzy jest rewelacyjny! Jest to zdecydowanie najlepszy bronzer, jakiego do tej pory używałam. 

Lekka, pudrowa konsystencja. Ma w sobie delikatne drobinki rozświetlające cerę. Bardzo się obawiałam tych drobinek, długo były dla mnie przeszkodą w zakupie tego pudru. W końcu się poddałam i okazuje się, że to właśnie dzięki tym drobinkom cera wygląda niesamowicie! Taka jakby wygładzona, świetlista, ale bez przesady. Bronzer utrzymuje się cały dzień. Nie zauważyłam, aby w jakiś magiczny sposób znikał, jak to się zdarzało z jego poprzednikiem. Puder idealnie się rozprowadza. Nie można sobie zrobić nim krzywdy! Szczerze powiedziawszy, teraz nie wyobrażam sobie dnia bez tego pudru brązującego! 

Tak NARS Laguna prezentuje się na żywo. Starałam się zrobić zdjęcie jak najbardziej oddające jego prawdziwy kolor :D Poniżej swatch na ręce. Dla mnie to piękny jasny brąz delikatnie wpadający w złoto. Żadnych czerwonych lub pomarańczowych tonów. Wkrótce możecie spodziewać się zdjęć tego niesamowitego bronzera w akcji :D 

Pozdrawiam słonecznie :* :* :*
M. 

Znacie ten puder brązujący? Lubicie? Jaki jest Wasz ulubiony bronzer? Czy uważacie, że puder brązujący jest kosmetykiem koniecznym jeżeli chodzi o makijaż, a może jest całkowicie zbędnym? Czekam na Wasze komentarze!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...