wtorek, 11 listopada 2014

DEAR SANTA... | MY CHRISTMAS WISHLIST :: 2014.

Święta Bożego Narodzenia zbliżają się wielkimi krokami! Dla bardzo wielu ludzi jest to niewątpliwie czas bardzo radosny, czas spotkań z rodziną, pachnącej choinki, mnóstwa dobrego jedzenia, ale także czas prezentów. W naszej rodzinie tradycją jest obdarowywanie najbliższych. Uwielbiam też czas. Uwielbiam obdarowywać ludzi. Zdarza mi się dawać ludziom prezenty bez okazji, po to tylko, żeby zobaczyć uśmiech na ich twarzy :D 
Poniżej prezentuję Wam moją listę życzeń. Sporządziłam ją, by unaocznić to, co faktycznie sprawiłoby mi radość. Oczywiście będę się cieszyć ze wszystkiego (taka już jestem), jednak są pewne rzeczy, o których po cichu myślę. Wychodzę z założenia, że lepiej obdarować drugą osobę prezentem, który naprawdę chciałaby dostać. Czasem są to rzeczy bardzo potrzebne, praktyczne, a czasem (jak w moim przypadku) fanaberie. Coś o czym się po cichu marzy. Są to rzeczy, które tak czy inaczej pewnie znalazłyby się w moim posiadaniu w przyszłym roku. 
Mam nadzieję, że moja lista życzeń przyda się również Wam. W najbliższym czasie na pewno będziecie szukać prezentów dla bliskich Wam osób. Dla mamy, siostry, żony, narzeczonej czy dziewczyny. Potraktujcie moje propozycje jako inspirację. Może osoba, którą pragniecie obdarować marzy o nowym flakoniku perfum, a może o cieniach do powiek. Karty podarunkowe są zawsze trafionym prezentem, pod warunkiem, że wiecie do jakiego sklepu. Jeżeli chcecie, mogę przygotować osobny post z propozycjami prezentów dla Niej, dla Niego, dla Dziecka (a może lepiej nagrać filmiki z takiej serii?). 


1. Róż do policzków w kremie CHANEL - kolor 63 RÉVÉLATION.
Potrzebuję nowy róż do policzków i zdecydowałam się na ten. Nie mam absolutnie żadnego doświadczenia z różami w kremie, ale podobno ten jest bardzo łatwy w obsłudze.

2. Eyeliner w kredce CHANEL - kolor 88 NOIR INTENSE.

3. Eyeliner w kredce CHANEL - kolor 909 BLEU MÉTALLIQUE.

4. Kredka do oczu CHANEL - kolor 69 CLAIR.

5. Cienie do powiek CHANEL w odcieniu 228 TISSÉ CAMBON.
Przy okazji recenzji cieni Chanel w kolorze Tisse Vendome zapowiadałam Wam, że na jednej paletce zapewne się nie skończy. Wspominałam Wam wówczas, że Tisse Cambon chodzi mi po głowie.

6. Woda toaletowa CHRISTIAN DIOR - MISS DIOR BLOOMING BOUQUET.
Kończą mi się perfumy, a te pachną tak pięknie!

7. Kosmetyki do pielęgnacji marki PAT&RUB BY KINGA RUSIN.
Wiele pozytywnych opinii czytałam i słyszałam na temat tych produktów, lecz jeszcze nigdy nie miałam okazji ich wypróbować. Może Św. Mikołaj podrzuci mi co nieco do przetestowania?

8. Kosmetyki do pielęgnacji marki ORGANIQUE.
Tę firmę znam i lubię. I mam nadzieję polubić jeszcze bardziej :D

9. Aparat fotograficzny CANON EOS Rebel T5i. 
Nie jest to wprawdzie coś, co oczekuję znaleźć pod choinką, jednak już od jakiegoś czasu zbieram pieniądze na tę kamerę i mam nadzieję, że przed Nowym Rokiem wyrobię się z jej zakupem. Chociaż kobieta zmienną jest, więc może jeszcze zmienię zdanie :P

10. Karta podarunkowa IKEA.
Karty podarunkowe zawsze się przydają. Zwłaszcza w naszym przypadku, kiedy ciągle się urządzamy. I końca nie widać...

11. Torebka MICHAEL KORS Jet Set Travel Medium Saffiano Leather Tote.
Ta torebka znajduje się na mojej liście, jednak mam ją już w domu. Mój kochany Mąż postanowił sprawić mi ten prezent wcześniej :* :* :*

12. Portfel MICHAEL KORS Jet Set Travel Zip-Around Saffiano Leather Continental Wallet - dark dune.
Zakup nowego portfela od dawna chodzi po mojej głowie. A ten jest po prostu idealny - duży, poręczny, dobrze wykonany.

13. Puder rozświetlający CHANEL DENTELLE PRÉCIEUSE.
Tak... To jest zwykła fanaberia. Poszukuję rozświetlacza do twarzy, a ten wygląda po prostu uroczo. I przecież to Chanel - moja miłość.

14. Cień w kremie CHANEL - kolor 82 ÉMERVEILLÉ.
Mam już jeden taki cień i jestem z niego ogromnie zadowolona! Potrzebuję drugiego, dziennego, a ten wydaje się idealny. 

Zdradzicie, co znajduje się na Waszych listach życzeń? Co sądzicie o ich sporządzaniu? Dajcie znać koniecznie!

niedziela, 9 listopada 2014

URODA | ZOYA NAILPOLISH :: AUBREY.

Wraz z nadejściem jesieni naszła mnie ogromna ochota na zakup nowego lakieru do paznokci. Po głowie chodziły mi szarości, jednak skończyło się jak zwykle, czyli z zupełnie innym kolorem niż planowałam. Tym razem postanowiłam wypróbować lakier marki ZOYA. Wielokrotnie napotykałam na niego w różnych zestawieniach "najzdrowszych", najbardziej obojętnych dla naszego zdrowia lakierów do paznokci. W zestawieniach tych znajdował się razem z lakierami takich marek, jak Chanel czy Deborah Lippmann. Marek takich jest oczywiście więcej. Co wyróżnia lakiery Zoya? Cena. Jak pamiętacie, za lakier Chanel trzeba zapłacić $27. Zoya kosztuje zaledwie $10. Postanowiłam, że sprawdzę jak zachowuje się na paznokciach. Nie ukrywam, że najbardziej interesowała mnie jego trwałość.
Lakiery do paznokci Zoya NIE ZAWIERAJĄ formaldehydu, toluenu, ftalanu dibutylu (DBP) i kamfory. Oznacza to, że są one bezpieczne w używaniu, polecane do stosowania również dla kobiet w ciąży czy alergików.

Zastanawiacie się zapewne, dlaczego zaznaczam to w każdym poście o lakierach do paznokci... O co chodzi z tymi substancjami? Już wyjaśniam. Otóż każdy lakier do paznokci to nie tylko piękny kolor, ale także substancja chemiczna, która nie pozostaje obojętna dla naszego zdrowia i środowiska. Aby lakier miał określone właściwości do jego produkcji wykorzystuje się różne substancje, z których część może być niebezpieczna dla naszego zdrowia. I tak na przykład formaldehyd działa drażniąco na oczy, nos i gardło i ma właściwości rakotwórcze. Ftalany działają szkodliwie na układ rozrodczy człowieka. Toluen z kolei - aromatyczny rozpuszczalnik - niekorzystnie wpływa na nasz układ nerwowy. Wybierając lakier do paznokci staram się robić to mądrze i nie szkodzić samej sobie.

Wybrałam kolor o pięknej nazwie AUBREY. Fiolet, śliwka. Idealny na jesień. Jednak muszę przyznać, że bardzo ciężko było mi się zdecydować. Marka ma w swojej ofercie bardzo dużo kolorów do wyboru. I ... chyba skuszę się na następny :D 

Lakier rozprowadza się bardzo dobrze. Na zdjęciu powyżej możecie zobaczyć, jak prezentują się dwie warstwy. Muszę dodać, że lakier schnie bardzo szybko, niemalże w mgnieniu oka. Pędzelek określiłabym jako tradycyjny. Pozwala na precyzyjną aplikację produktu.

Po pięciu dniach lakier nadal prezentował się bardzo dobrze. Dla mnie to wielkie WOW, ponieważ dawno nie miałam lakieru, który przetrwałby dłużej niż 2-3 dni :D A jak widać na zdjęciu powyżej, wcale nie było potrzeby zmywania go. Starcia na końcówkach nie wyglądają źle, z daleka ich nawet nie widać. 

Używałyście kiedyś lakierów Zoya? Jakie są Wasze wrażenia? Jakie lakiery do paznokci polecacie? Jakie kolory są Waszymi zdecydowanymi ulubieńcami jesienią? Dajcie znać koniecznie!

piątek, 7 listopada 2014

KULTURA | "DOM NA PLAŻY" SARAH JIO.

Muszę przyznać, że ostatnimi czasy ciężko było mi wygospodarować chociaż odrobinę czasu na czytanie. Książki przekładałam tylko z miejsca na miejsce. Pewnego dnia powiedziałam sobie "STOP"! Co to za życie, kiedy nawet nie ma się czasu na przeczytanie książki?! Na pierwszy ogień poszła książka "Dom na plaży" S. Jio. Pochłonęłam ją jednym tchem! I żałuję... że tak szybko się skończyła! Wspaniała historia miłosna, jednak okoliczności, w jakich toczy się akcja, wyspa Bora-Bora, rok 1943, wojna, wszystko to sprawia, że książka nabiera magii. Wciąga niesamowicie! Nie mogłam się od niej oderwać. Nie poszłam spać, póki jej nie skończyłam. Miłość, przyjaźń, ciężkie życiowe wybory, odrobina akcji, kryminału. Rewelacyjna mieszanka! Ja jestem nią ogromnie zachwycona i Wam również polecam!

W życiu Anne wszystko było zaplanowane. Wystawne przyjęcia, ślub z mężczyzną, którego zna od wielu lat, kariera idealnej pani domu. Wszystkie te plany niszczy jedna decyzja, podjęta pod wpływem impulsu. Anne chce poznać smak prawdziwego życia, z dala od rodzinnego domu. Dlatego zgłasza się do oddziału pielęgniarek stacjonujących na Bora-Bora. Poniżej fragment książki. Mam nadzieję, że Was również zaintryguje!

"Ręce trzęsły mi się nieco, kiedy obróciłam kopertę kilka razy i przesunęłam palcami po egzotycznym znaczku z podobizną Tahitanki w żółtej sukience. Przełknęłam z trudem ślinę, próbując stłamsić napływ wspomnień, który wzbierał we mnie jak rzeka podczas powodzi, ale zwykłe myślowe zapory nie mogły go powstrzymać. Nie potrafiłam się dłużej oprzeć. Rozerwałam kopertę szybkim ruchem.

Szanowna Pani Godfrey,
przepraszam, że Panią niepokoję. Odnalezienie Pani zajęło mi wiele lat. O ile mi wiadomo, podczas wojny była Pani pielęgniarką i stacjonowała na Bora-Bora. Jeśli mam rację, jeśli faktycznie to Pani szukam, muszę z Panią pilnie porozmawiać. Wychowałam się na Tahiti, ale wróciłam tutaj dopiero teraz, pragnąc znaleźć rozwiązanie tajemnicy, która dręczy mnie od dzieciństwa. Pewnego wieczora w 1943 roku na cichej plaży na Bora-Bora doszło do straszliwego morderstwa. Ta tragedia nie daje mi spokoju, do tego stopnia, że zaczęłam pisać książkę o wydarzeniach poprzedzających ów incydent, który pod wieloma względami zmienił wyspę na zawsze. Udało mi się odnaleźć rejestry oddziału stacjonującego na wyspie i zauważyłam, że w tym dniu, w dniu tragedii, była Pani na przepustce. Czy tamtego wieczora nie widziała Pani przypadkiem czegoś lub kogoś na plaży? Minęło tyle lat, ale może coś się Pani przypomni. Nawet najmniejszy szczegół może pomóc mi w dążeniu do sprawiedliwości. Modlę się, aby rozważyła Pani moje pytanie i skontaktowała się ze mną. Ponadto jeśli planuje Pani jeszcze kiedyś odwiedzić wyspę, znalazłam tu coś, co należy do Pani i co być może chciałaby Pani znów zobaczyć. Bardzo pragnę to Pani pokazać.

Z wyrazami szacunku
Genevieve Thorpe

Nie odrywałam wzroku od listu. Genevieve Thorpe. Nie, nie znałam tej kobiety. To nieznajoma. A jednak pojawiła się, a wraz z nią zamieszanie. Pokręciłam głową. Zignoruję to. Minęło zbyt wiele lat. Jak mogłabym wrócić do tamtych dni? Jak mogłabym przeżyć to na nowo? Zamknęłam mocno oczy, odpychając od siebie wspomnienia. Tak, mogłabym to po prostu zlekceważyć. List nie był częścią dochodzenia ani śledztwa. Nie jestem tej kobiecie, tej nieznajomej, nic winna. Mogłabym wrzucić kopertę do śmieci i na tym zakończyć. Wtedy przypomniałam sobie jednak kilka ostatnich linijek listu. „Jeśli planuje Pani jeszcze kiedyś odwiedzić wyspę, znalazłam tu coś, co należy do Pani i co być może chciałaby Pani znów zobaczyć”. Na myśl o tym moje serce, już słabe, zaczęło bić mocniej. Znów odwiedzić wyspę? Ja? W moim wieku?
– Babciu, wszystko w porządku? – Jennifer nachyliła się i objęła mnie ramieniem.
– Tak – odparłam, powściągając nerwy.
– Chcesz o tym porozmawiać?
Pokręciłam głową i wsunęłam list do zbioru krzyżówek leżącego na stoliku. Jennifer sięgnęła po torbę i zaczęła w niej grzebać. Wyłowiła sporą, podniszczoną brązową kopertę.
– Chcę ci coś pokazać – oznajmiła. – Chciałam z tym poczekać, ale... – nabrała głęboko tchu – chyba to odpowiednia chwila.
Podała mi kopertę.
– Co to?
– Zajrzyj do środka – powiedziała.
Uniosłam skrzydełko i wyciągnęłam stosik czarno-białych fotografii. Od razu rozpoznałam tę, która leżała na wierzchu.
– To ja! – Wskazałam młodą kobietę w białym stroju pielęgniarki.
Za nią, w oddali, widać było palmę kokosową. Och, jak dziwiłam się palmom w dniu, kiedy przybyłam na wyspę – prawie siedemdziesiąt lat wcześniej. Podniosłam wzrok na Jennifer.
– Gdzie je znalazłaś?
– Tata je znalazł – odparła, przyglądając mi się uważnie. – Przeglądał różne stare pudła i zdjęcia były upchnięte w jednym z nich. Poprosił, żebym ci je zwróciła.
Zaparło mi dech z wyczekiwania. Następne zdjęcie przedstawiało Kitty, moją przyjaciółkę z dzieciństwa: siedziała na plaży na odwróconym do góry dnem kajaku, z nogami ułożonymi tak, jakby była gwiazdą filmową. Kitty mogła zostać gwiazdą filmową. Na myśl o dawnej przyjaciółce poczułam znajomy ból, którego nie uleczył czas."

Pierwsza książka Sarah "Marcowe Fiołki" bardzo szybko okazała się bestsellerem, kolejna to właśnie "Dom na plaży". Książka miała premierę w lipcu 2014 roku. "Jeżynowa zima" to najnowsza pozycja autorki, ukazała się we wrześniu 2014 roku. Nie miałam jeszcze okazji jej przeczytać, chociaż nie ukrywam, że bardzo bym chciała! Sarah Jio ma u mnie wielki kredyt zaufania. Wierzę, że każda jej książka jest równie fenomenalna! 

Następna pozycja na liście książek do przeczytania to "Skradziona" C. Sanchez. Recenzja pojawi się już wkrótce! 

Czytaliście "Dom na plaży"? Jak Wam się podobała ta książka? A może czytaliście pozostałe pozycje Sarah Jio? Co polecacie? Czekam na Wasze komentarze! 

wtorek, 4 listopada 2014

URODA | LOKÓWKA DO WŁOSÓW NUME - CZY WARTO JĄ KUPIĆ?

Moje włosy są proste, długie, jest ich dużo, jednak są cienkie. To wszystko sprawia, że przez większość czasu są po prostu przyklapnięte. Wymagają codziennej stylizacji. Od bardzo dawna w mojej głowie krążyły myśli o zakupie lokówki. Przyznam, że rozważałam również zakup wałków termicznych. Oglądając filmiki missglamorazzi doszłam do wniosku, że zaryzykuję i wybiorę lokówkę. Włosy Ingrid zawsze wyglądają fenomenalnie, a wiem, że używa ona produktów firmy NUME. W regularnej sprzedaży produkty te są drogie, jednak często pojawiają się różne promocje. Opłaca się śledzić ich na Instagramie. W ten oto sposób zamiast $169, za moją lokówkę zapłaciłam $29 (plus koszty wysyłki). Deal życia normalnie! :D

Zdecydowałam się na lokówkę turmalinową, bez klipsa, o średnicy 32 mm. Zapytacie, a co to takiego ten turmalin? Jest to półszlachetny minerał stanowiący potężne, naturalne źródło jonizacji. Dzięki swoim właściwościom, turmalin, wydziela naturalne, zdrowe dla włosów jony ujemne. Jony te zamykają łuski, dzięki czemu włosy są chronione przed czynnikami zewnętrznymi, a także powodują, że są one gładkie, pełne blasku, nie puszą się i doskonale się układają. Co więcej, turmalin zapewnia równomierne rozprowadzanie temperatury oraz jest źródłem ciepła podczerwonego, mniej szkodliwego dla włosów niż ciepło tradycyjne. W ten sposób prostownica czy lokówka turmalinowa chroni włosy przed wysuszeniem i zapobiega utracie wilgoci z ich wnętrza.

W zestawie otrzymujemy lokówkę oraz rękawiczkę, która ma chronić dłonie przed poparzeniem. Szczerze mówiąc, używam tej rękawiczki tylko i wyłącznie jako podkładki, gdy zostawiam lokówkę na komodzie w celu wystudzenia. Lokówka sama w sobie jest bardzo lekka, co jest niewątpliwym plusem. Posiada obrotowy kabel, co jest jeszcze większym plusem :D A największą jej zaletą jest to, że nagrzewa się w zaledwie 6 sekund, a zakręcenie pasma włosów nie trwa dłużej jak 10 sekund! Oczywiście, jeżeli marzymy o mocniejszym skręcie, warto poświęcić temu kilka sekund więcej. Przy moich długich włosach zakręcenie ich trwa nie dłużej jak 5 minut! 

Poniżej efekt na moich włosach. Oczywiście skręt włosów jest różny w zależności od tego, jak grube pasma włosów nawijamy. Mnie się bardzo podoba! Używam tej lokówki już ponad dwa miesiące. Używam jej bardzo często. Nie zauważyłam przesuszenia włosów, nie mam rozdwojonych końcówek (a u fryzjera byłam ostatnio ponad 5 miesięcy temu). Włosy są w bardzo dobrej kondycji. Oczywiście będę Was informować na bieżąco, gdyby coś się zmieniło. Póki co, jestem bardzo na TAK! :D Włosy wyglądają pięknie, zdrowo, są lśniące i takie ... gładkie!

Używałyście produktów firmy NUME? Jakich lokówek użycie? Co polecacie? W jaki sposób najchętniej stylizujecie swoje włosy? Czekam na Wasze komentarze! 

niedziela, 2 listopada 2014

PAŹDZIERNIK W PIGUŁCE.

Dzisiaj drugi dzień listopada, zatem przyszła pora na podsumowanie ubiegłego miesiąca. "Październik w pigułce" rozpoczynamy zdjęciem Milo (jakże mogłoby być inaczej ;P). Sierściuch uwielbia przychodzić do mnie zaraz po powrocie z pracy i wylegiwać się na moich kolanach. Pieszczoch jeden. Na kolejnym zdjęciu widać Labelle. Prawdopodobnie dla wielu z Was coś, o czym jeszcze nie słyszeliście. Jest to urządzenie do wykonywania peelingu kawitacyjnego w domu. O tym będzie specjalny post, dlatego też nie będę się tutaj rozpisywała. Kolejne zdjęcie to zdjęcie z przygotowań do nagrywania filmików dla Was. Październik był także miesiącem, w którym pożegnała się z nami Anna Przybylska. Wspaniała kobieta. Aktorka. Jednak to nie kariera była dla niej najważniejsza. Podziwiałam ją skrycie, uwielbiałam oglądać produkcje z jej udziałem. Niech spoczywa w pokoju [*].

Melissa + Jason Wu. Prezentacja zakupu z poprzedniego miesiąca i jednocześnie zaproszenie do obejrzenia filmiku z zakupami KLIK.  W październiku ukazała się także recenzja pudru brązującego NARS. Jeżeli jeszcze jej nie czytaliście, zapraszam TUTAJ. Milo życzył Wam miłej niedzieli, równie beztroskiej i leniwej jak jego :D

Kolejne zdjęcie to zaproszenie do przeczytania posta na blogu KLIK. Zaprezentowałam Wam propozycje stylizacji na jesień. Są to rzeczy bardzo w moim stylu, coś co bardzo chętnie bym założyła.  Jest to również swego rodzaju lista zakupów ;P Akcja spełniania marzeń trwa. W październiku udało mi się zrealizować kolejne. Nowe łóżko. Łóżko, o którym marzyłam od tak dawna wreszcie jest w mojej sypialni. Uwielbiam je! Kolejne marzenie na liście odhaczone. Nowa torebka zamówiona. Za każdym razem, gdy kupuję coś online, jestem pod ogromnym wrażeniem jakości obsługi Klienta. Zwykły e-mail ze słowami "dziękujemy", a sprawić aż tyle radości! O, a to kolejne sytuacja, gdy Milo pokazuje, że to On jest najważniejszy na świecie. Komu ma być wygodnie? Mnie? Nie... Oczywiście, że jemu! :D

Chyba nie muszę Wam mówić, jak bardzo byłam rozczarowana dostając e-mail po sześciu dniach od momentu zakupu, że moje zamówienie zostało wycofane, a pieniądze zwrócone na konto. Torebka w kolorze, który wybrałam została wyprzedana. Swoje niezadowolenie wyraziłam na Instagramie oraz wysyłając e-mail do firmy Michael Kors. Mój e-mail spotkał się z odzewem. Ale wydaje mi się, że jest to materiał na osobnego posta. Chcecie wiedzieć, jak skończyła się cała ta historia? Muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji. Następne zdjęcie jest autorstwa mojego męża. Śmiał się, że głupie miny robię, ale co tam! Ważne, że zdjęcie jest piękne ;P Piękną jesień mamy w tym roku :D Uwielbiam te kolory! Dajcie znać, czy macie ochotę na post z serii "I ♥ fall". Kocham duże (i te troszkę mniejsze też) naszyjniki. Najchętniej kupuję je w sklepie ZARA oraz J.Crew. Na powyższym zdjęciu nowość. Piękny naszyjnik w kolorze szarości, delikatnie wpadający w granat. Aktualnie mój ulubieniec :D A te trzy małe słoiczki to nic innego jak dżemy i marmolada. Takie cudeńko udało mi się znaleźć w T.J.Maxx. Zostawiłam je na specjalną okazję. Jakoś nie mam serca, by je otworzyć :D 

Kolejny powód, dla którego kocham jesień, to dekoracje! :D Taką uroczą sowę udało mi się upolować w sklepie Pier 1 Imports, za jakieś śmieszne pieniądze, ponieważ było to wiosną. Polecam szukać dekoracji po sezonie :D Historia torebki zakończyła się szczęśliwie, ponieważ mam ją już w swoim posiadaniu. Zdecydowałam się na model Jet Set Travel Medium Saffiano Leather Tote w kolorze Navy, czyli granatowym. Kolejne zdjęcie jest zaproszeniem do obejrzenia filmiku z zakupami KLIK. Jednak jest to filmik inny niż te, które pojawiały się tam dotychczas. A to dlatego, że są to zakupy do dekoracji domu, tzw. home decor. Skończył mi się lakier do włosów i postanowiłam dać szansę lakierowi L'Oreal Elnett Satin. Wkrótce więcej na jego temat.

Uwaga, uwaga! Na blogu pojawił się pierwszy post z cyklu "Stylizacje" KLIK. Pozwoliłam sobie zaprezentować Wam stylizację, w jakiej ostatnimi czasy czuję się najlepiej. Kobieco, elegancko, ale przede wszystkim - wygodnie! Ostatni filmik, jaki ukazał się w tym miesiącu na moim kanale YouTube, to Projekt Denko. Pod lupę poszły produkty do pielęgnacji ciała. KLIK Zapraszam, jeśli jeszcze nie mieliście okazji go obejrzeć. 

Życzę Wam miłego tygodnia!
Buziaki :* :* :*
M.

Tak wyglądał mój październik. W wielkim skrócie oczywiście. A jak Wam minął ostatni miesiąc? Wydarzyło się coś ciekawego? Dajcie znać w komentarzach!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...