piątek, 7 listopada 2014

KULTURA | "DOM NA PLAŻY" SARAH JIO.

Muszę przyznać, że ostatnimi czasy ciężko było mi wygospodarować chociaż odrobinę czasu na czytanie. Książki przekładałam tylko z miejsca na miejsce. Pewnego dnia powiedziałam sobie "STOP"! Co to za życie, kiedy nawet nie ma się czasu na przeczytanie książki?! Na pierwszy ogień poszła książka "Dom na plaży" S. Jio. Pochłonęłam ją jednym tchem! I żałuję... że tak szybko się skończyła! Wspaniała historia miłosna, jednak okoliczności, w jakich toczy się akcja, wyspa Bora-Bora, rok 1943, wojna, wszystko to sprawia, że książka nabiera magii. Wciąga niesamowicie! Nie mogłam się od niej oderwać. Nie poszłam spać, póki jej nie skończyłam. Miłość, przyjaźń, ciężkie życiowe wybory, odrobina akcji, kryminału. Rewelacyjna mieszanka! Ja jestem nią ogromnie zachwycona i Wam również polecam!

W życiu Anne wszystko było zaplanowane. Wystawne przyjęcia, ślub z mężczyzną, którego zna od wielu lat, kariera idealnej pani domu. Wszystkie te plany niszczy jedna decyzja, podjęta pod wpływem impulsu. Anne chce poznać smak prawdziwego życia, z dala od rodzinnego domu. Dlatego zgłasza się do oddziału pielęgniarek stacjonujących na Bora-Bora. Poniżej fragment książki. Mam nadzieję, że Was również zaintryguje!

"Ręce trzęsły mi się nieco, kiedy obróciłam kopertę kilka razy i przesunęłam palcami po egzotycznym znaczku z podobizną Tahitanki w żółtej sukience. Przełknęłam z trudem ślinę, próbując stłamsić napływ wspomnień, który wzbierał we mnie jak rzeka podczas powodzi, ale zwykłe myślowe zapory nie mogły go powstrzymać. Nie potrafiłam się dłużej oprzeć. Rozerwałam kopertę szybkim ruchem.

Szanowna Pani Godfrey,
przepraszam, że Panią niepokoję. Odnalezienie Pani zajęło mi wiele lat. O ile mi wiadomo, podczas wojny była Pani pielęgniarką i stacjonowała na Bora-Bora. Jeśli mam rację, jeśli faktycznie to Pani szukam, muszę z Panią pilnie porozmawiać. Wychowałam się na Tahiti, ale wróciłam tutaj dopiero teraz, pragnąc znaleźć rozwiązanie tajemnicy, która dręczy mnie od dzieciństwa. Pewnego wieczora w 1943 roku na cichej plaży na Bora-Bora doszło do straszliwego morderstwa. Ta tragedia nie daje mi spokoju, do tego stopnia, że zaczęłam pisać książkę o wydarzeniach poprzedzających ów incydent, który pod wieloma względami zmienił wyspę na zawsze. Udało mi się odnaleźć rejestry oddziału stacjonującego na wyspie i zauważyłam, że w tym dniu, w dniu tragedii, była Pani na przepustce. Czy tamtego wieczora nie widziała Pani przypadkiem czegoś lub kogoś na plaży? Minęło tyle lat, ale może coś się Pani przypomni. Nawet najmniejszy szczegół może pomóc mi w dążeniu do sprawiedliwości. Modlę się, aby rozważyła Pani moje pytanie i skontaktowała się ze mną. Ponadto jeśli planuje Pani jeszcze kiedyś odwiedzić wyspę, znalazłam tu coś, co należy do Pani i co być może chciałaby Pani znów zobaczyć. Bardzo pragnę to Pani pokazać.

Z wyrazami szacunku
Genevieve Thorpe

Nie odrywałam wzroku od listu. Genevieve Thorpe. Nie, nie znałam tej kobiety. To nieznajoma. A jednak pojawiła się, a wraz z nią zamieszanie. Pokręciłam głową. Zignoruję to. Minęło zbyt wiele lat. Jak mogłabym wrócić do tamtych dni? Jak mogłabym przeżyć to na nowo? Zamknęłam mocno oczy, odpychając od siebie wspomnienia. Tak, mogłabym to po prostu zlekceważyć. List nie był częścią dochodzenia ani śledztwa. Nie jestem tej kobiecie, tej nieznajomej, nic winna. Mogłabym wrzucić kopertę do śmieci i na tym zakończyć. Wtedy przypomniałam sobie jednak kilka ostatnich linijek listu. „Jeśli planuje Pani jeszcze kiedyś odwiedzić wyspę, znalazłam tu coś, co należy do Pani i co być może chciałaby Pani znów zobaczyć”. Na myśl o tym moje serce, już słabe, zaczęło bić mocniej. Znów odwiedzić wyspę? Ja? W moim wieku?
– Babciu, wszystko w porządku? – Jennifer nachyliła się i objęła mnie ramieniem.
– Tak – odparłam, powściągając nerwy.
– Chcesz o tym porozmawiać?
Pokręciłam głową i wsunęłam list do zbioru krzyżówek leżącego na stoliku. Jennifer sięgnęła po torbę i zaczęła w niej grzebać. Wyłowiła sporą, podniszczoną brązową kopertę.
– Chcę ci coś pokazać – oznajmiła. – Chciałam z tym poczekać, ale... – nabrała głęboko tchu – chyba to odpowiednia chwila.
Podała mi kopertę.
– Co to?
– Zajrzyj do środka – powiedziała.
Uniosłam skrzydełko i wyciągnęłam stosik czarno-białych fotografii. Od razu rozpoznałam tę, która leżała na wierzchu.
– To ja! – Wskazałam młodą kobietę w białym stroju pielęgniarki.
Za nią, w oddali, widać było palmę kokosową. Och, jak dziwiłam się palmom w dniu, kiedy przybyłam na wyspę – prawie siedemdziesiąt lat wcześniej. Podniosłam wzrok na Jennifer.
– Gdzie je znalazłaś?
– Tata je znalazł – odparła, przyglądając mi się uważnie. – Przeglądał różne stare pudła i zdjęcia były upchnięte w jednym z nich. Poprosił, żebym ci je zwróciła.
Zaparło mi dech z wyczekiwania. Następne zdjęcie przedstawiało Kitty, moją przyjaciółkę z dzieciństwa: siedziała na plaży na odwróconym do góry dnem kajaku, z nogami ułożonymi tak, jakby była gwiazdą filmową. Kitty mogła zostać gwiazdą filmową. Na myśl o dawnej przyjaciółce poczułam znajomy ból, którego nie uleczył czas."

Pierwsza książka Sarah "Marcowe Fiołki" bardzo szybko okazała się bestsellerem, kolejna to właśnie "Dom na plaży". Książka miała premierę w lipcu 2014 roku. "Jeżynowa zima" to najnowsza pozycja autorki, ukazała się we wrześniu 2014 roku. Nie miałam jeszcze okazji jej przeczytać, chociaż nie ukrywam, że bardzo bym chciała! Sarah Jio ma u mnie wielki kredyt zaufania. Wierzę, że każda jej książka jest równie fenomenalna! 

Następna pozycja na liście książek do przeczytania to "Skradziona" C. Sanchez. Recenzja pojawi się już wkrótce! 

Czytaliście "Dom na plaży"? Jak Wam się podobała ta książka? A może czytaliście pozostałe pozycje Sarah Jio? Co polecacie? Czekam na Wasze komentarze! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tell me, what do you think!

Thank you! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...