wtorek, 2 grudnia 2014

LISTOPAD W PIGUŁCE.

Podsumowanie listopada może oznaczać tylko jedno... Mamy już GRUDZIEŃ!!! Nie mogę w to uwierzyć! Jak to się stało?!?! Nie zrozumcie mnie źle, grudzień jest jednym z moich ulubionych miesięcy, jednak myśl, że rok 2014 dobiega końca jest nieco przygnębiająca... Niemniej jednak już nie mogę się doczekać 19 grudnia... Wtedy właśnie rozpoczynam urlop i lecimy do Bostonu! 
Wracając jednak do tematu tego wpisu... Listopad rozpoczęliśmy pojawieniem się na blogu posta o włosach. A konkretnie? Podzieliłam się z Wami moją opinią na temat turmalinowej lokówki do włosów. Jeżeli jeszcze nie czytaliście, zapraszam TUTAJ. Był to dla mnie również czas niemalże ciągłego chorowania. Jak już jakieś choróbsko mi się przyplątało to ciężko było się go pozbyć. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Leżąc w łóżku miałam dużo czasu, by nadrabiać zaległości i udało mi się przeczytać książkę, która już dawno czekała na swoją kolej. Mowa o książce "Dom na plaży" autorstwa Sarah Jio. Książkę pochłonęłam jednym tchem, a pełną recenzję znajdziecie TUTAJ. Przyznam się Wam, że nie mam jakoś szczególnie zachcianek na nowe lakiery do paznokci, jednak ta jesienna pogoda jakoś mnie tak nastroiła i postanowiłam zakupić coś nowego. Padło na lakier ZOYA w pięknym fioletowo, śliwkowym kolorze. Więcej zdjęć oraz recenzję znajdziecie TUTAJ.

O tak... Cóż to byłoby za podsumowanie miesiąca, gdyby nie pojawił się w nim Milo :D W tym miesiącu ogromnie upodobał sobie wylegiwanie się w kartonach, obgryzanie ich. Wiem, że koty tak robią i byłam na to przygotowana, jednak Milo jakoś niespecjalnie się do tego garnął :D Niemniej jednak w listopadzie nastąpił przełom :P Mniej więcej w połowie miesiąca podzieliłam się z Wami moją podchoinkową Listą Życzeń. Pierwszy raz coś takiego stworzyłam i mam nadzieję, że ułatwi to moim bliskim zakup prezentów :D Uwaga, uwaga! Decyzja została podjęta! Umówiłam się do fryzjera. Plany były wielkie, a jak wyszło zobaczycie dalej :D

Ja rozpoczynam kolekcjonowanie prezentów gwiazdowych nieco wcześniej, ponieważ muszę je wysłać do Polski. Poza tym nie lubię zostawiać tego na ostatnią chwilę. Prezent dla każdej bliskiej mi osoby jest zawsze przemyślany, bo przecież chodzi o to, by było to rzeczywiście coś wyjątkowego. Tak się złożyło, że w listopadzie Sephora oferowała swoim Stałym Klientom zniżkę -20%. Nie ukrywam, że bardzo zadowolił mnie ten fakt :) Dzięki temu udało mi się zgromadzić część prezentów w całkiem okazyjnych cenach :D To, że uwielbiam spać to chyba nie jest tajemnica. Największą karą dla mnie jest wstawanie codziennie o 6:20 rano... Biorąc poranny prysznic zawsze przyrzekam sobie, że jak tylko wrócę z pracy to się zdrzemnę :D W zasadzie wstaję tylko po to, żeby później wrócić i spać dalej :P Też tak macie? Niedawno moją uwagę zwróciły produkty Evolution Fresh. Są to głównie soki, podobno bardzo naturalne. Nie są jednak tanie. Były ostatnio w promocji, więc skusiłam się na wodę ananasowo-kokosową. Muszę przyznać, że była całkiem dobra, ale nie sądzę, bym kupiła ją ponownie. Nie za tę cenę. Jednak mimo wszystko było mi bardzo miło, gdy po opublikowaniu tego zdjęcia na Instagramie odezwała się do mnie firma Evolution Fresh, by zapytać jak mi smakowało :) :) :) Taka mała rzecz, a cieszy :P Ostatnimi czasy zajadam się również taką kombinacją sałatkową. W sumie to naszła mnie właśnie na nią ochota... 

Pod koniec miesiąca przyszła pora na umówioną wizytę fryzjerską. Plany, tak jak wspominałam, były wielkie, a wyszło jak wyszło. Miało być jaśniej, więcej blondu. Niemniej jednak koncepcja została zachowana, czyli mam wymarzone ombre. Skróciłam włosy dość sporo, na pewno ponad 10 cm.  Nie wiem dokładnie, nie patrzyłam :P Byłam już zmęczona długimi włosami i wieczną pogonią za objętością. Muszę przyznać, że teraz jestem bardzo zadowolona! :D Włosy są pełne życia, lekkie, prostsze w stylizacji. Bomba! :D Koniec miesiąca oznaczał dla nas również długi weekend (aż 4 dni!). Ostatni czwartek listopada to zawsze Święto Dziękczynienia (Thanksgiving), zaraz po nim piątek tzw. Black Friday, oba wolne od pracy. Jesień i zima to moje ulubione pory roku w pracy, ponieważ mamy wtedy najwięcej wolnego, a jak wiecie (albo i nie wiecie jeszcze) w USA nie ma zbyt wielu dni wolnych od pracy! Pogoda dopisywała, więc postanowiliśmy udać się do parku. Uwielbiam Piedmont Park! Nowy Jork ma Central Park, a Atlanta ma Piedmont :P 

Na koniec zdjęcie cukierków, które wypatrzyłam w sklepie Whole Foods Market. Organiczne, naturalne twarde cukierki (coś jak landrynki). Pyszne i ... w pewnym sensie zdrowe :) Ja wybrałam o smaku granatu i nektarynki. Jak będziecie mieli okazję to koniecznie je sprawdźcie! :D 

Życzę Wam miłego tygodnia!
Buziaki :* :* :*
M.

Tak wyglądał mój listopad. W wielkim skrócie oczywiście. A jak Wam minął ostatni miesiąc? Wydarzyło się coś ciekawego? Dajcie znać w komentarzach!

6 komentarzy:

Tell me, what do you think!

Thank you! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...