niedziela, 22 listopada 2015

DEAR SANTA... | MY CHRISTMAS WISHLIST :: 2015.

Święta Bożego Narodzenia tuż, tuż! Doprawdy ciężko mi w to uwierzyć... Nim się obejrzymy będziemy świętować Nowy Rok! My tegoroczne Święta ponownie spędzamy z rodziną mojego męża w Bostonie. Bilety już zakupione, powoli odliczamy dni do wylotu. Z racji tego, że co roku wysyłamy paczkę z prezentami do naszych bliskich w Polsce, musimy zacząć o tym mysleć znacznie wcześniej. Na chwilę obecną wszystkie prezenty mamy już zakupione i tylko czekają na wysyłkę. Z własnego doświadczenia wiem, jak ciężko czasami jest coś wybrać dla drugiej osoby. Może to być spowodowane wieloma czynnikami, na przykład niewystarczającą wiedzą na temat zainteresowań drugiej osoby, jej preferencji, czy też podświadomego przekonania, że dana osoba ma już wszystko. Każdy z nas ma jakieś mniejsze lub większe marzenia, o których nie zawsze mówi. Lubię tworzyć moje listy życzeń/marzeń, by nieco ułatwić zadanie moim najbliższym. Robię to, ponieważ wydaje mi się (jestem na 95% pewna), że zakup prezentu dla mnie może być nie lada wyzwaniem. Mam nadzieję, że moja lista dostarczy Wam inspiracji.
Książka autorki bloga The Simply Luxurious Life. Szczerze mówiąc nie wiem, czego oczekiwać po tej książce. Zaintrygowała mnie i uznałam, że warto byłoby ją przeczytać. 

Jednym z prezentów, które otrzymałam z okazji urodzin była książka "Lekcje Madame Chic". Książka bardzo interesująca, bardzo przypadła mi do gustu. Wkrótce podzielę się z Wami jej recenzją. Na mojej liście pojawiają się dwa kolejne poradniki z tej serii. Mam nadzieję, że będą równie interesujące!

3. Książka "At Home with Madame Chic: Becoming a Connoisseur of Daily Life".

4. Pierścionek PANDORA - No. 190913CZ rozmiar 6/52.
Pierścionek ten pojawił sie już na moim blogu. Prezentowałam go Wam na mojej urodzinowej liście życzeń. Nadal ogromnie mi się podoba, jest bardzo elegancki, a jednocześnie niebagatelny. Miałam okazję go mierzyć w sklepie jubilerskim. Pięknie prezentuje się na dłoni. Mam nadzieję znaleźć go w tym roku pod choinką, ponieważ o to obiecał postarać się mój kochany mąż :*

5. Olejek do twarzy SUNDAY RILEY Luna Sleeping Night Oil.
Podobno jest to rewelacyjny, dający świetne rezultaty olejek do twarzy, do stosowania na noc. Olejek, który ma pomagać zmniejszać widoczność porów, zmniejszyć widoczność zmarszczek oraz uszkodzeń spowodowanych przez słońce, czas i zanieczyszczenia. Biorąc pod uwagę cenę tego kosmetyku, nie jestem pewna, czy sama bym go kupiła, jednak jest to coś, o co warto poprosić Świętego Mikołaja.

6. Żel oczyszczający do twarzy SUNDAY RILEY Ceramic Slip Cleanser.
Kolejny produkt Sunday Riley, który bije rekordy popularności na stronie internetowej Sephory. Oczyszcza skórę, ściąga pory, wspiera naturalną produkcję kolagenu, pomaga uzyskać piękną i gładką cerę.

7. Pędzel CHANEL Powder Brush #1.
Testowałam ten pędzel w sklepie podczas aplikacji bronzera. Sprawdził się niesamowicie i szybko skradł moje serce! Bardzo chciałabym, by dołączył do mojej kolekcji.

8. Obiektyw CANON EF-S 24mm f/2.8 STM.
Na mojej liście znalazł się również nowy obiektyw, którego szczęśliwą posiadaczką będę już niedługo, a wszystko to sprawą moich kochanych rodziców :*

9. Rozświetlający róż do policzków CHANEL 12 COUPS DE MINUIT.
Za rozświetlaczem rozglądałam się już od bardzo dawna, jednak ciężko było mi podjąć decyzję. Z pomocą przyszła marka Chanel. W swojej świątecznej kolekcji prezentują róż do policzków, beżowo-brzoskwiniowy, pełen lśniących drobinek, idealnie sprawdzający się w roli rozświetlacza. Jako miłośniczka produktów Chanel nie mogłabym pozostać obojętna dlatego produkt ten wpisuję na moją listę.

10. Płyta z filmem "WIEK ADALINE".
Pamiętacie moją recenzję filmu "Wiek Adaline"? Jeśli nie, to zapraszam TUTAJ. Film ten ogromnie mi się podobał i już wtedy zapowiadałam, że na pewno dołączy do mojej domowej kolekcji. Postanowiłam zatem dorzucić go do mojej listy.

Zdradzicie, co znajduje się na Waszych listach życzeń? Co sądzicie o ich sporządzaniu? Dajcie znać koniecznie!

czwartek, 19 listopada 2015

KUCHNIA | Najlepszy przepis na zupę dyniową!

Deszcz, szaruga, chłodne, krótsze dni. Jesień potrafi być przygnębiająca, oj potrafi. Zdecydowanie nie jest to moja ulubiona pora roku, jednak ma pewne zalety. Kolorowe liście na drzewach, radość z każdego promyku słońca, zbliżające się święta, nastrojowe wieczory przy blasku świecy z kubkiem ciepłej herbaty z dłoni. A na obiad? Na obiad nic nie smakuje lepiej niż zupa-krem, zwłaszcza z dyni. Postanowiłam podzielić się z Wami przepisem na zupę dyniowo-cukiniową. Smakuje wyśmienicie, jest przyjemnie rozgrzewająca, idealna! Przepis znalazłam na nowo odkrytej przeze mnie stronie z przepisami, jednak trochę go zmodyfikowałam. Mam nadzieję, że przepis przypadnie Wam do gustu i że go wykorzystacie.
SKŁADNIKI:
:: 1 cebula
:: 2 łyżki oliwy extra virgin
:: 1 łyżeczka suszonego tymianku
:: 1 cukinia (300 g)
:: 500 g dyni (można użyć puree z dyni)
:: 800 ml bulionu
:: 250 ml mleka

P R Z Y G O T O W A N I E:

1. W tym samym garnku, w którym zazwyczaj gotujecie zupę należy rozgrzać oliwę. Zeszklić na niej pokrojoną w kosteczkę cebulę. Dodać suszony tymianek, obraną i pokrojoną w kostkę dynię. Podsmażać kilka minut, mieszając od czasu do czasu.

2. Cukinię należy umyć i obrać. Pokroić w kostkę i wrzucić do garnka. 

3. Dodać gorący bulion, zagotować, przykryć i gotować jeszcze przez około 15 minut do momentu, aż wszystkie składniki będą miękkie. 

4. Zmiksować na krem. Można użyć blendera ręcznego, ja takiego nie mam, wobec czego użyłam zwykłego stojącego blendera do koktajli. Wymieszać z mlekiem, ewentualnie doprawić solą i pieprzem.

5. Zupę-krem można podawać z groszkiem ptysiowym lub grzankami.

S M A C Z N E G O !
Jaka jest Wasza ulubiona zupa na te chłodne, jesienne dni? Próbowaliście kiedyś kremu z dyni? Dajcie koniecznie znać, czekam na Wasze przepisy w komentarzach!

środa, 1 lipca 2015

MY BIRTHDAY WISHLIST.

Ciężko mi w to uwierzyć, ale już pod koniec tego miesiąca, dokładnie 29 lipca, będę świętowała swoje kolejne urodziny! Z jednej strony jest to powód do radości, a jednak z drugiej... Eh! Aż nie chcę o tym myśleć... Lepiej pozostać po tej pozytywnej stronie mocy :) Każdego roku staram się przygotować dla mojego męża małą ściągę, taką mini listę życzeń. On robi to samo dla mnie :) Po prostu doszliśmy do wniosku, że lepiej obdarować drugą osobę czymś, co rzeczywiście chciałaby dostać. Oczywiście nadal jest to niespodzianka, ponieważ nie mówimy sobie, co wybraliśmy. Jedno jest pewne. Jest to coś z listy :) W tym roku moja lista prezentuje się następująco:
1. Szminka CHANEL Rouge Allure Velvet Luminous Matte Lip Colour - kolor 34 La Rafinee.
W lutym miałam okazję testować jedną ze szminek Chanel Rouge Allure Velvet. Byłam pod ogromnym wrażeniem jej konsystencji, trwałości oraz efektu na ustach. Od tamtej pory nie mogłam przestać o nich myśleć. Jedyne, co mnie powtrzymywało przed zakupem, to wybór koloru. Ostatecznie na moją listę postanowiłam wpisać szminkę w kolorze La Rafinee oraz wspomnianą poniżej La Fascinante.

2. Szminka CHANEL Rouge Allure Velvet Luminous Matte Lip Colour - kolor 38 La Fascinante.

3. Pierścionek PANDORA - No. 190913CZ rozmiar 6.5/53
Biżuteria Pandora jest niesamowicie piękna! O tym raczej nie trzeba nikogo przekonywać. Pandora słynie przede wszystkim z bransoletek, które można samemu komponować oraz z pierścionków, które można dowolnie łączyć. Lubię kupować biżuterię, która nie dość, że jest piękna to wykonana porządnie i która pozostanie ze mną na lata. A od tego pierścionka wręcz nie mogę oderwać oczu! Jest idealny!

4. Kalosze HUNTER Original High Gloss Boot.
O kaloszach Hunter również myślałam od dawna. Zawsze jednak odkładałam decyzję o ich zakupie tłumacząc sobie, że ich nie potrzebuję... Tak... Nie potrzebuję... Oczywiście poza tymi wszystkimi deszczowymi porankami, gdy maszerując do pracy plułam sobie w brodę, że ich nie mam.

5. Pędzel CHANEL Large Eyeshadow Brush #25.
Takiego dużego, puchatego pędzla do nakładnia cienia na powiekę brakuje w mojej kolekcji. Zastanawiając się nad zakupem nowego pędzla natrafiłam na bardzo pozytywne recenzje pędzli Chanel. Miałam również okazję być nimi malowana w sklepie. Są super miękkie, aplikacja nimi to sama przyjemność! Nie będę ukrywać, że jestem uzależniona od produktów Chanel. Uwielbiam je!

6. Pędzel CHANEL Powder Brush #1.
Testowałam ten pędzel w sklepie podczas aplikacji bronzera. Sprawdził się niesamowicie i szybko skradł moje serce! 

7. Pędzel CHANEL Blush Brush #4.
Pędzel, którego aktualnie używam do nakładania różu już się do tego nie nadaje. Włosie jest twarde, kruszy się, wypada... Mam dość. Nowy pędzel pilnie poszukiwany!

8. Karta podarunkowa IKEA.
Karty podarunkowe zawsze się przydają. Zwłaszcza w naszym przypadku, kiedy ciągle się urządzamy. I końca nie widać...

9. Lampy do nagrywania COWBOY STUDIO Lighting Kit.
Takie lampy byłyby bardzo przydatne w trakcie nagrywania filmików dla Was. Niejednokrotnie musiałam odkładać decyzję o nagrywaniu z powodu późnej pory dnia, niewłaściwego oświetlenia w pomieszczeniu itd. 

10. Książka "GORDON RAMSAY'S HOME COOKING".

11. Książka "THE COMPLETE COOKING FOR TWO COOKBOOK".

12. Książka "SAVE WITH JAMIE. SHOP SMART, COOK CLEVER, WASTE LESS".

13. Książka "THUG KITCHEN. EAT LIKE YOU GIVE A F*CK".


Zdradzicie, co znajduje się na Waszych listach życzeń? Co sądzicie o ich sporządzaniu? Dajcie znać koniecznie!

piątek, 29 maja 2015

URODA | ESSIE :: MADEMOISELLE.

Pamiętam mój pierwszy raz z lakierem do paznokci marki Essie. Wówczas zakupiłam lakier Fiji. Był okropny. Pomalowanie paznokci - masakra. Kolor - masakra. Trwałość - masakra. Oddałam go koleżance i na półkę z lakierami do paznokci Essie nawet nie chciałam spoglądać. Do czasu. Wszyscy Essie zachwalają, wszyscy piszczą, jakie to one cudowne. Pomyślałam sobie, że tak być nie może. Pomyślałam, że może trafiłam na jakiś stary egzemplarz. Postanowiłam dać Essie kolejną szansę. Zakupiłam wspomniany w tytule posta lakier w kolorze Mademoiselle. Efekt na paznokciach - cudowny, co zresztą widać na zdjęciu powyżej. 
Muszę się przyznać. Nienawidzę, gdy przez lakier prześwituje mi biała końcówka paznokcia. By uzyskać efekt zaprezentowany na zdjęciach musiałam nałożyć aż trzy warstwy lakieru, a i tak nie jest idealnie! Do tego lakier bazowy i nawierzchniowy - w sumie 5 warstw. Myślałam: "Będzie tragedia - to nigdy nie wyschnie, a jak wyschnie to zacznie odpryskiwać po kilku godzinach". Jakże się pomyliłam! Każda warstwa wysychała bardzo szybko. Paznokcie malowałam zaraz przed pójściem spać. Rano nie było na nich żadnych odgnieceń! To mi się jeszcze chyba nigdy nie zdarzyło. Do tego piękny połysk. Bajeczny! Zdjęcia zapewne tego nie oddają, ale uwierzcie mi na słowo. Sama byłam w szoku i dalej jestem. Paznokcie wyglądają przepięknie! Bardzo subtelnie, elegancko, kobieco. Wyglądają po prostu na bardzo zadbane, wypielęgnowane. Efekt, mam na myśli połysk, jest identyczny jak po Shellacu - lakierze hybrydowym. Oczywiście trwałość nie jest idealna, ale to zależy od tego, jaką pracę wykonujecie, co robicie swoimi rękoma. Ja robię bardzo dużo, ręce myję bardzo często. Mimo to, lakier wytrzymał kilka dni i oprysnął tylko na dwóch paznokciach. Sukces! Nie wiem jeszcze, czy będzie to miłość, ale na pewno jestem pod ogromnym wrażeniem. Lakiery Essie są dla Was dostępne w większości drogerii. Jeżeli chodzi o USA, cena to około $8 za 13.5 ml. 

Skład lakieru dla zainteresowanych:
ETHYL ACETATE, BUTYL ACETATE, NITROCELLULOSE, PROPYL ACETATE, TOSYLAMIDE/FORMALDEHYDE RESIN, ISOPROPYL ALCOHOL, TRIMETHYL PENTANYL DIISOBUTYRATE, TRIPHENYL PHOSPHATE, ETHYL TOSYLAMIDE, CAMPHOR, STEARALKONIUM BENTONITE, DIACETONE ALCOHOL, STEARALKONIUM HECTORITE, BENZOPHENONE-1, CITRIC ACID, COLOPHONIUM / ROSIN / COLOPHANE, SILICA, SYNTHETIC FLUORPHLOGOPITE, ALUMINA, DIMETHICONE, ALUMINUM CALCIUM SODIUM SILICATE, HYDROGENATED CASTOR OIL, CALCIUM ALUMINUM BOROSILICATE, TIN OXIDE, POLYETHYLENE TEREPHTHALATE, CALCIUM SODIUM BOROSILICATE, POLYURETHANE-11, [+/- MAY CONTAIN / PEUT CONTENIR, CI 77891 / TITANIUM DIOXIDE, MICA, CI 77120 / BARIUM SULFATE, CI 77491, CI 77499 / IRON OXIDES, CI 15880 / RED 34 LAKE, CI 19140 / YELLOW 5 LAKE, CI 15850 / RED 7 LAKE, CI 15850 / RED 6 LAKE, CI 77510 / FERRIC AMMONIUM FERROCYANIDE, CI 77163 / BISMUTH OXYCHLORIDE, CI 77266 / BLACK 2, CI 77000 / ALUMINUM POWDER, CI 77007 / ULTRAMARINES, CI 42090 / BLUE 1 LAKE, CI 77510 / FERRIC FERROCYANIDE, CI 15880 / RED 34, CI 73360 / RED 30 LAKE, CI 75170 / GUANINE, CI 47000 / YELLOW 11, CI 73360 / RED 30, CI 60725 / VIOLET 2]
Powyższy manicure wykonałam używając odżywki do paznokci Essie Millionails jako lakieru bazowego, następnie w ruch poszedł lakier Essie Mademoiselle, a na koniec lakier nawierzchniowy, tzw. top coat Essie Good To Go. Wybrałam odżywkę Essie Millionails, ponieważ moje paznokcie ostatnio bardzo się rozdwajają. Ona podobno ma mi w tym pomóc. Dam Wam znać, jeżeli zauważę jakieś spektakularne efekty. 
Dajcie koniecznie znać, co sądzicie o lakierach Essie? Używacie? Jakie kolory polecacie? Czekam na Wasze komentarze!

środa, 13 maja 2015

DIY | KAWOWY PEELING DO CIAŁA.

Po co kupować peelingi do ciała, skoro łatwo i przyjemnie można zrobić je samemu w domu? Dzisiaj mam dla Was przepis na peeling kawowo-cukrowy z delikatną nutką pomarańczy. Ten domowej roboty kawowy peeling do ciała, wzbogacony olejkiem pomarańczowym pomoże Wam przenieść się w krainę rozkoszy, pobudzi Wasze zmysły, a przy okazji wygładzi skórę. Ba! Odżywi ją, pomoże zmniejszyć widoczność rozstępów i cellulitu. Przeciwutleniacze zawarte w kawie tymczasowo sprawią, że skóra będzie bardziej napięta. Olejek migdałowy oraz olejek z witaminą E nawilżą skórę i pozostawią ją jedwabiście gładką.

Peeling ten świetnie nadaje się do złuszczania martwego naskórka nie tylko na ciele, ale również na twarzy. Uważaj jednak, by omijać okolicę oczu. Pamiętaj również, by przed pierwszym użyciem zrobić test w mało widocznym miejscu na wypadek pojawienia się reakcji alergicznej na któryś ze składników.
SKŁADNIKI:
:: 1 szklanka zmielonej kawy
:: 1/2 szklanki brązowego cukru
:: 1/4 - 1/2 szklanki olejku migdałowego
:: 1/4 łyżeczki olejku z witaminą E
:: 10 kropli olejku pomarańczowego (opcjonalnie)

SPOSÓB UŻYCIA:
1. Wszystkie składniki wymieszaj w małej misce.
2. Nałóż niewielką ilość peelingu na mokrą skórę.
3. Delikatnie masuj ciało okrężnymi ruchami, by usunąć martwy naskórek.
4. Zmyj peeling pod prysznicem.
5. Przechowuj w szczelnym pojemniku.

Wymieszaj najpierw suche składniki, następnie dodaj olejki. Rozpocznij od dodania 1/4 szklanki olejku migdałowego. Dodawaj go coraz więcej, do chwili uzyskania preferowanej konsystencji. 1/2 szklanki olejku sprawi, że peeling będzie bardziej oleisty, konsystencja będzie rzadsza. Peeling na zdjęciu został wykonany z 1/2 szklanki olejku migdałowego. Peeling należy zużyć w ciągu 2-4 tygodni. 

Czy używaliście kiedyś domowej roboty peelingu kawowego? Jakie inne domowej roboty peelingi polecacie? Dajcie koniecznie znać, czy skorzystacie z mojej propozycji! Ba! Może warto podarować komuś taki peeling w prezencie?

poniedziałek, 11 maja 2015

KULTURA | Recenzja filmu "Wiek Adaline".

Dwa tygodnie temu miałam przyjemność wybrać się z koleżankami do kina. Tak właśnie! Babskie wypady do kina rządzą! Już się nie mogę doczekać kolejnego! Wybrałyśmy się na nowość - film, który właśnie wchodzi do kin w Polsce. Wiem, że premiera przewidziana jest na 15 maja. Uznałam zatem, że recenzja bardzo Wam się przyda, tym bardziej, że jest to film niesamowity! "The Age of Adaline" w tłumaczeniu polskim "Wiek Adaline" to film bardzo poruszający.
Urodzona na początku XX wieku piękna Adaline jako dwudziestolatka ulega wypadkowi, na skutek którego przestaje się starzeć. To co wydaje się spełnieniem marzeń o nieśmiertelności z czasem przynosi dramatyczne konsekwencje. Adaline musi się ukrywać przed władzami, które chcą poddać ją eksperymentom. Wciąż podróżując, zmieniając tożsamość traci kontakt z najbliższymi, którzy starzeją się na jej oczach. Ta pełna przygód i dramatycznych wydarzeń podróż przez życie Adaline trwa przez cały niemal XX wiek. To życie jest fantastycznie wręcz interesujące, kolorowe, niezwykłe, ale także bardzo samotne. W końcu Adaline znajduje miłość, dla której warto wyrzec się nawet nieśmiertelności. Ale czy to możliwe?
W rolę Adaline Bowman wcieliła się Blake Lively (dla mnie znana głównie z roli w serialu "Plotkara"), natomiast postać Ellis Jonesa zagrał Michiel Huisman. Moim zdaniem obsada dobrana została idealnie. Nie mogłam napatrzeć się na Blake. Przepiękna kobieta, bardzo elegancka, zmysłowa. Zagrała rewelacyjnie, wręcz perfekcyjnie. Nie mogłabym wyobrazić sobie innej aktorki na jej miejscu. 
W trakcie seansu mamy okazję przyjrzeć się stylizacjom XX wieku. To również niesamowicie doświadczenie, zobaczyć jak bardzo zmieniała się moda. Przepiękne kostiumy, zapierająca dech w piersiach sceneria! A tak przy okazji, marzę o takim płaszczu! A ta fryzura! Bomba!
Jest to film nieco inny niż wszystkie, które do tej pory oglądałam. Nie sądziłam, że aż tak mi się spodoba. Mogłabym go obejrzeć jeszcze 5 razy, a i tak pewnie by mi to nie wystarczyło. Z niecierpliwością czekam, aż film ten pojawi się w sprzedaży na płytach Blu-ray! Na pewno dołączy do mojej kolekcji!

Buziaki :* :* :*
M.

Oglądaliście już "Wiek Adaline"? Jak Wam się podobał ten film? A jeżeli nie oglądaliście, to napiszcie koniecznie czy zamierzacie wybrać się do kina! Gdybym tylko mogła, chętnie obejrzałabym ten film jeszcze raz, tym razem z moją mamą!


FACEBOOK | INSTAGRAM | YOUTUBE | BLOGLOVIN' TWITTER

czwartek, 5 lutego 2015

KUCHNIA | CHLEBEK BANANOWY (BANANA BREAD).

Chciałabym podzielić się z Wami przepisem na banana bread, czyli chlebek bananowy. Jest to jeden z najpopularniejszych słodkich chlebków w USA. W przeciwieństwie do tradycyjnego chleba jest bardziej wilgotny, słodszy. Jest banalnie prosty w wykonaniu i przepyszny! Można do niego dodawać różne przyprawy oraz orzechy w celu wzmocnienia smaku. Dzisiaj jednak prezentuję Wam wersję podstawową. Świetnie smakuje w sobotni lub niedzielni poranek, podany z mlekiem bądź ulubioną herbatą. 

SKŁADNIKI:
:: 2 szkl. mąki
:: 1 łyżeczka sody oczyszczonej
:: 1/4 łyżeczki soli
:: 115 gram miękkiego masła
:: 3/4 szkl. brązowego cukru
:: 2 ubite jajka
:: 2 1/3 szkl. bardzo dojrzałych zmiażdżonych (lub zblendowanych) bananów

P R Z Y G O T O W A N I E:

1. Nagrzać piekarnik do 180 stopni Celsjusza. Keksówkę spryskać lub nasmarować margaryną (nasmarować co? KLIK).

2. W dużej misce wymieszać mąkę, sodę oczyszczoną i sól. W oddzielnej misce, utrzeć masło i brązowy cukier. Dodać jajka oraz zgniecione (zblendowane) banany. Ucierać do momentu, aż się wszystko dobrze połączy. Wlać bananową miksturę do miski z mąką, sodą oczyszczoną i solą. Wymieszać w celu uzyskania ładnej, mokrej masy. Przelać ciasto do wcześniej przygotowanej keksówki.

3. Piec we wcześniej nagrzanym pierkarniku przez 60 do 65 minut, do momentu aż włożony w środek patyczek wyjdzie czysty. Ciasto powinno stygnąć przez około 10 minut w keksówce, dopiero po tym czasie można je wyciągnąć i pozostawić do dalszego stygnięcia. 

S M A C Z N E G O !

Robiliście kiedyś ciasto bananowe? Jaki jest Wasz ulubiony przepis? Dajcie koniecznie znać, jeżeli wypróbujecie mój :) Koniecznie pochwalcie się też zdjęciami na Instagramie i otagujcie mnie (@jurczyk_magdalena), bym mogła je zobaczyć! :) 

niedziela, 11 stycznia 2015

GRUDZIEŃ W PIGUŁCE.

Szczęśliwego Nowego Roku! Zapraszam na małe podsumowanie grudnia! Na Instagramie zapraszałam Was do przeczytania posta "Listopad w pigułce". Miniony miesiąc był dla nas dużym zaskoczeniem pogodowym. W listopadzie temperatury były bliskie zera, czasami nawet poniżej, co jak na Atlantę jest trochę dziwne. W grudniu jednak sytuacja diametralnie się odwróciła i mieliśmy piękną pogodę, słoneczko każdego dnia, na termometrach 20 stopni Celsjusza. Żyć - nie umierać! :) W sklepach można znaleźć wiele różnych rodzajów maseł do chleba. Masło czekoladowe, z orzechów ziemnych, z orzechów laskowych, z migdałów itd. Masła firmy Justin's podobno są bardzo naturalne, jednak cena dość wysoka. Przed kupnem dużego opakowania chciałam sprawdzić, jak masła te smakują. Jak dobrze, że kupiłam małe saszetki! Nie byłam w stanie tego zjeść... Niech te masła będą sobie zdrowe i naturalne, jednak pozostawię je dla innych. Ja do grona ich wielbicieli nie należę. Co innego jeżeli chodzi o lody. Znalazłam najlepsze lody pistacjowe na świecie! Jeżeli będziecie kiedyś mieli okazję spróbować lodów BEN&JERRY'S, zróbcie to koniecznie! Nie pożałujecie!
Wydało się! W grudniu nie mogliśmy się powstrzymać. Miśki czekoladowe Lindt chodziły za nami wszędzie, ciągle wskakiwały nam do koszyka. Szaleństwo! Kolejna obsesja - zupa borowikowa! Jadaliśmy ją prawie każdego tygodnia, począwszy od pierwszego grudnia. I pomyśleć, że mama zawsze przecedzała grzyby, bo nie chciałam ich jeść. A teraz pochłaniam. Są przepyszne! Moim ulubionym momentem w grudniu jest wypisywanie kartek świątecznych. Wysyłam je co roku. Z biegiem czasu ludzie wysyłają coraz mniej kartek, życzenia ślemy emailem, smsem, składamy je przez telefon. A ja jestem staromodna i kartki otrzymywać lubię :D Więc sama wysyłam, bo tak sobie myślę, że może jest tam w tym świecie ktoś jeszcze, komu sprawi to radość :) W grudniu podzieliłam się z Wami również recenzją szminki Estee Lauder KLIK. Zachęcam Was do jej przeczytania. Moim zdaniem to idealna szminka nude! A konsystencja... Mmm... marzenie!
Tak właśnie wyżej wspomniana szminka prezentuje się na ustach. Pięknie, czyż nie? Nie obyło się również bez randki z mężem. Z tego wypadu jest nawet filmik na moim kanale, zachęcam do obejrzenia KLIK. Wybraliśmy się na sushi do naszej ulubionej restauracji. Uwielbiam! Kocham ponad wszystko! Sushi mogę jeść codziennie! :) Dzień ten zakończyliśmy oglądaniem mojego ulubionego filmu w sezonie zimowym. Oglądam go każdego roku i nie jest to "Kevin sam w domu" :P "The Holiday" - bez tego filmu zima się po prostu nie liczy :P
A tutaj prezentacja najnowszej aranżacji na stole :) Wreszcie udało mi się znaleźć odpowiednią tacę na świece z Ikei. Zajęło mi to kilka miesięcy, ale w końcu jest taka, jaką sobie wymarzyłam! Kolejne spełnione marzenie (w zasadzie marzenie mojego męża, ale wiadomo, że ja także skorzystam) - udało nam się zakupić mikser KitchenAid po jakże szalonej cenie. Zamiast $430 dolarów zapłaciliśmy za niego $100. Jaki kolor wybrałam? Głupie pytanie! Przecież uwielbiam szarości :) Kolor nazywa się Metallic Chrome. Pod koniec miesiąca wybraliśmy się na urlop. Czas ten spędziliśmy z rodziną w Bostonie. Było bardzo miło, w końcu kto nie lubi spać do południa, dobrego jedzenia, cowieczornych seansów filmowych, dobrego towarzystwa :) Wprawdzie jestem trochę zawiedziona, ponieważ nie było śniegu... No ale cóż, nie można mieć wszystkiego :)
Na koniec podzieliłam się z Wami recenzją kolejnego lakieru do paznokci marki Zoya KLIK. Moja kolekcja cały czas się powiększa :) Muszę przyznać, że bardzo polubiłam te lakiery. Czy są dostępne w Polsce? Ktoś wie?

Życzę Wam miłego tygodnia!
Buziaki :* :* :*
M.

Tak wyglądał mój grudzień. W wielkim skrócie oczywiście. A jak Wam minął ostatni miesiąc? Wydarzyło się coś ciekawego? Dajcie znać w komentarzach!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...